Domowe przetwory – przeżytek czy skarbnica smaku?

Receptury na nalewki, konfitury czy marynaty przekazywały dawniej matki swoim córkom. Ten kawałek naszego dziedzictwa kulinarnego w XXI wieku lekko trąci myszką. Czy ktoś ma dziś czas i chęć, by przyrządzać domowe przetwory? Okazuje się, że tak.

Obecnie na wyciągnięcie ręki mamy sklepowe półki, uginające się pod ciężarem różnorodnych dżemów, kompotów, przecierów, korniszonów. Tuż obok oferowane są soki, surówki czy mrożonki. Poza tym, o każdej porze roku możemy kupić świeże owoce i warzywa, nawet te sezonowe lub egzotyczne. Mimo to są tacy, którzy uważają, że warto zadać sobie trochę trudu, przygotowując własne przetwory. Siermiężne czasy PRL-u, gdy w sklepie spożywczym królował tylko ocet, dawno już minęły. Nie musimy robić zapasów, by przetrwać zimę. Czym zatem kierują się ci, którzy co roku zapełniają półki swoich spiżarni kolorowymi rzędami słoików i butelek?

Jeść eko

Jeśli chcemy zjeść coś, co jest wyhodowane bez chemii i wyprodukowane bez dodatku konserwantów, musimy za to najczęściej słono zapłacić. Na dodatek nie w każdym sklepie kupimy żywność ekologiczną. Warto więc rozejrzeć się wokół, czy nie działa w pobliżu jakiś bazar. A może jest gdzieś niedaleko prowizoryczny targ, gdzie co piątek rolnicy z pobliskich wiosek sprzedają płody ziemi wprost ze swoich samochodów? Weekendowa wycieczka po okolicy to również okazja do rozejrzenia się za bezpośrednim źródłem zaopatrzenia w owoce i warzywa. A gdy już je znajdziemy, szkoda by było nie zachować trochę tych pyszności na zimę. Własnoręcznie przygotowane smakołyki z pewnością nie będą zawierać zbędnych dodatków, takich jak środki konserwujące czy polepszacze smaku. Tym, co przedłuża trwałość pokarmów, jest wysoka temperatura oraz cukier, sól i ocet. Poza tym, ilość tych ostatnich można w przetworach samemu regulować, gdyż ich nadmiar w żywieniu jest niezdrowy. Jednak warto pamiętać, że znaczące zmniejszenie tych składników wpływa negatywnie na trwałość przetworów, zatem ilości te należy rozsądnie wypośrodkować. Pewne jest jedno – samodzielnie przygotowane przetwory są bardziej wartościowe od tych sklepowych, kuszących atrakcyjną ceną. Przydałaby się też chwila refleksji nad tym, jaką drogę przebył dżem stojący na półce w markecie, a jaką ten z naszej spiżarni. Wyrób kupny najprawdopodobniej trafił od rolnika do zakładu przetwórstwa, stamtąd do hurtowni, skąd przewieziono go do sklepu. Może nawet pośredników było więcej. Jeśli znajdziemy bezpośredni dostęp do hodowcy owoców i warzyw, droga ta będzie znacząco krótsza. Czy to nie oznacza, małego bo małego, ale jednak przyczynienia się do mniejszej emisji spalin z samochodów dostawczych? Ponadto przy produkcji domowych przetworów możemy wykorzystać wtórnie słoiki i nakrętki (pamiętając o nieużywaniu uszkodzonych, dokładnym ich umyciu lub wyparzeniu oraz precyzyjnym dopasowaniu jednych do drugich), co także jest przykładem ekodziałania. Ważna jest również wiedza o technikach produkcji domowych zapasów i dobre przygotowanie oraz zaopatrzenie w potrzebne przybory, bo właściwe przyrządzanie pozwoli zmniejszyć utratę witamin oraz oszczędzać energię.

Ach, ten smak

Któż z nas nie wspomina z rozrzewnieniem smaku konfitury wiśniowej swojej babci? Albo nalewki produkowanej przez wuja? Żadna kapusta kiszona ze sklepu nie dorówna tej kiszonej przez nasze mamy. Jeśli nasze życie wypełnia miłość do jedzenia, a kuchnia jest miejscem spełnienia, już tylko krok dzieli nas od półki w spiżarni pełnej własnych wyrobów. Bo domowe przetwory są po prostu smaczne. Dlatego polscy guru kulinarni nie stronią od zachwalania tradycyjnych polskich (i nie tylko) przetworów, a na forach kulinarnych i blogach smakoszy nie brakuje różnorodnych przepisów na nie. Za ich inspiracją możemy spróbować samodzielnie przygotowywać zupełnie nowe produkty, znane z kuchni  innych narodów lub też wykorzystać do przetworów egzotyczne przyprawy dla podniesienia smaku. Może poznamy nowe sposoby na przetwarzanie tradycyjnych polskich warzyw i owoców, takie jak dżem z marchewki czy konfitura z cukinii. Poza tym pęd życia oraz powszechna dostępność mało smacznego i niezdrowego jedzenia typu fast food skłania do szukania alternatyw. O prawo do smaku oraz zachowanie tradycyjnych form produkcji żywności walczą zwolennicy ruchu Slow Food. Odkrywanie na nowo zapomnianych smaków, docenianie walorów kuchni regionalnych, promocja tradycyjnych produktów kulinarnych – to główne jego założenia. Produkując nasze dżemy czy nalewki, możemy wpisać się w te idee, kultywując wytwarzanie żywności tradycyjnej. Od lat wypierana jest ona z rynku przez tanie i łatwo dostępne produkty wysokoprzetworzone. Naszymi działaniami możemy ocalić ją od zapomnienia.

Znaleźć na to czas?

Jak we współczesnym zabieganiu znaleźć czas i siły na wyprawę na bazar po owoce i warzywa, na mycie i wyparzanie słoików, a potem na wielogodzinne smażenie konfitur czy pasteryzację? Dobra organizacja to podstawa. Możemy zagonić do pomocy rodzinę – jeśli chcą jeść zimą przysmaki, niech teraz trochę się przyłożą do pracy. Przyniosą zakupione produkty, umyją słoiki, zaniosą do piwnicy lub spiżarni gotowe przetwory. Jeśli przygotowujemy zapasy tylko dla siebie, nie przesadzajmy z ilością. Większość można przechowywać rok, góra dwa lata. Kiszona kapusta co drugi dzień każdemu w końcu się przeje. Przygotujmy zatem mniejsze ilości, ale za to bardziej różnorodnych przetworów. Koniecznie takich, które lubimy lub też takich, które posłużą nam jako dobre półprodukty do przygotowywania potraw zimą. Warto też dobrze zaplanować swoje działania. Nie trzeba wszystkiego robić od razu, kolejne etapy pracy można rozłożyć w czasie. Z pewnością mniej się zmęczymy, gdy poświęcimy na to codziennie godzinę lub dwie, zamiast spędzać całą sobotę przy garach. Na przykład powidła czy konfitury lubią, gdy smaży się je przez kilka dni po trochu na małym ogniu. Wypróbujmy także pasteryzację „na sucho” czyli w piekarniku. Przecież zmieści się do niego jednorazowo więcej słoików niż do garnka, a na dodatek nie zaparujemy całej kuchni. Taka pasteryzacja polega na tym, że słoiki z gotowym przetworami wstawia się na kratkę do zimnego piekarnika. Następnie rozgrzewa się go do 110-130 stopni Celsjusza, a po osiągnięciu tej temperatury pozostawia tak jeszcze na godzinę. Potem wyłączamy piekarnik, a słoiki w nim czekają, aż ostygną. I wtedy dopiero możemy je wyjmować.

Poszukajmy innych rad w internecie. Kobiety są świetne zorganizowane i chętnie dzielą się swoimi doświadczeniami. A przede wszystkim uwierzmy, że przygotowywanie zapasów na zimę nie musi być udręką. Jeśli powyższe słowa staną się dla kogokolwiek zachętą, polecamy metodę małych kroków. Może na początek trzy małe słoiczki marynowanych grzybków lub kilka z konfiturą z aronii? Apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Źródło: http://www.mobilnekobiety.pl/rodzinna/gotowanie-dla-zabieganych//zobacz/domowe-przetwory-przezytek-czy-skarbnica-smaku/?tx_ttnews[sViewPointer]=1&cHash=5ac64d4cb3116929caa5b407d955a17b

10:19 | autor: Redaktor_Futurek

Jeden komentarz do “Domowe przetwory – przeżytek czy skarbnica smaku?”

  1. Gmina Lubaczów: Tradycyjny kiermasz przedświąteczny…


Dodaj komentarz