Wpisy z tagiem ‘biznes’

Siedemnaście liter… Dwa słowa… A tak wiele kryje się za nimi treści. Analiza polityczna, bo to o niej mowa, zbyt często bywa niedocenianym narzędziem wśród graczy biznesowych. Niesłusznie. Wszelkie zawirowania i zwroty na polu społeczno-polityczno-prawnym mogą mieć ogromny wpływ na kondycję firmy. Warto być na nie przygotowanym. Dzięki zbieraniu, analizie i odpowiedniemu wykorzystaniu informacji można być o krok przed konkurencją, szybciej reagując na zmiany, dlatego bezcennym wsparciem jest strategiczny wywiad biznesowy.

Czynniki społeczno-polityczno-prawne wpływają na prowadzenie biznesu, przekładają się bowiem na możliwość  realizowania z sukcesami różnego rodzaju projektów. Jest to szczególnie ważne, gdy działamy w obcym nam kraju. Jeśli posiadamy komórkę wywiadu gospodarczego we własnych strukturach, to ona dostarcza nam wiedzy o wszelkich zmianach w otoczeniu politycznym, nawet na etapie ich koncepcji czy przygotowywania do wdrażania.

Z ręką na pulsie

Polityka to wielki regulator w każdej działalności gospodarczej, a więc zdecydowanie nie opłaca się lekceważyć tego czynnika. W 2015 roku, w związku z wprowadzeniem płacy minimalnej dla kierowców w Niemczech, przekonały się o tym dobitnie polskie firmy transportowe, które funkcjonowały na tamtejszym rynku. W czym tkwił problem? – Rodzime przedsiębiorstwa nie śledziły niemieckiej dyskusji społecznej na temat wynagradzania przewoźników, która pociągnęła za sobą zmiany w legislacji. Z tego powodu nie były w stanie podjąć w odpowiednim czasie działań przeciwdziałających wprowadzeniu niekorzystnego z ich punktu widzenia prawa. Zaktywizowały się dopiero, gdy weszło w życie. Ewidentnie zabrakło analizy politycznej, będącej częścią strategicznego wywiadu biznesowego. A przecież dzięki właściwemu wykorzystaniu narzędzi z nim związanych, sytuacja mogłaby rysować się bardziej optymistycznie – przekonuje dr Olaf Osica z Akademii Leona Koźmińskiego. Ilustruje to ważną prawidłowość biznesową: zainteresowanie parametrami rynku, na którym firma funkcjonuje, jest kluczowe dla utrzymania jej w dobrej kondycji. – Doskonale są tego świadome przedsiębiorstwa chociażby z branży energetycznej. Doceniają rolę informacyjną gospodarki, a więc śledzą ustawodawstwo europejskie nawet na poziomie projektu ustawy – uzupełnia Kazimierz Turaliński z Akademii Leona Koźmińskiego. Wiele przykładów tego, jak wielki wpływ wywiera polityka na prowadzenie biznesu, można znaleźć ponadto na gruncie rosyjskim. Jedną z najczęściej występujących jest kwestia sankcji i antysankcji w momentach zaostrzenia stosunków na linii Rosja – Unia Europejska. W pierwszej kolejności godzi ona zazwyczaj w polski przemysł przetwórczy. – Taki właśnie czarny scenariusz ziścił się w momencie sprzeciwu państw europejskich wobec polityki Rosji w związku z konfliktem na Ukrainie. Sankcje postawiły wielu polskich przedsiębiorców pod ścianą. W tego typu kryzysowych sytuacjach, gdy naturalnym wydaje się poszukiwanie nowych rynków zbytu, doskonałym wsparciem jest wywiad biznesowy, bez którego trudno jest funkcjonować na arenie międzynarodowej. Powoli przekonują się o tym rodzimi przedsiębiorcy – dodaje dr Olaf Osica.

Polityka przez różowe okulary

Doskonałym przykładem tego, jak duże znaczenie dla powodzenia biznesu ma analiza polityczno-społeczna jest PKN Orlen. Na przełomie 2006 i 2007 roku zakupił on 100% udziałów litewskiego koncernu Mażeikiu Nafta (Możejki), przyjmując bardzo optymistyczne założenia biznesowe. Inwestycja, która pochłonęła przeszło 4 mln dolarów, do dziś generuje straty. Okazała się szkodliwa nie tylko dla przedsiębiorstwa, lecz także Polski – Skarb Państwa ma bowiem znaczną część jego udziałów. Dodatkowo w obecnej chwili wycena rafinerii nie przedstawia się optymistycznie, co uniemożliwia jej zbycie. – Decyzja związana z zakupem Możejek była motywowana politycznie – celem było uniezależnienie się od dostaw ropy z Rosji. Decydenci założyli, błędnie jak się później wyklarowało, że Polska ma w tym względzie z Litwą wspólny interes – bezpieczeństwo energetyczne. W procesie szacowania ryzyka wzięto zatem pod uwagę wiele zmiennych, oprócz kluczowej – zmiany postawy Litwinów. To właśnie ona odbiła się cieniem na sytuacji ekonomicznej rafinerii – tłumaczy dr Olaf Osica, wykładowca na studiach podyplomowych „Strategiczny wywiad biznesowy” w Akademii Leona Koźmińskiego. – Litwa, która miała stać się partnerem strategicznym Polski, nie odnalazła się w tej roli. Po zamknięciu dostaw przez stronę rosyjską, co było argumentowane awarią odcinka ropociągu, niespodziewanie rozebrała część torów kolejowych prowadzących do Możejek, co wpłynęło na podniesienie kosztów transportu surowca – dodaje.

Powodzenie w biznesie zależy od wielu czynników – jednym z nich jest polityka. – Wiedza kosztuje, ale płaci się tylko za niewiedzę – przekonywał wielokrotnie Andrzej Klawitter, ekonomista, dziennikarz, animator kultury oraz pisarz – i ta cena może być naprawdę duża. Dlatego warto zainwestować w strategiczny wywiad biznesowy, dzięki któremu zmaksymalizujemy szanse na sukces, a zminimalizujemy ewentualne ryzyko.

Czytaj więcej14 lipca 2016 09:51 - Dodane przez redaktor

Genialny sprzedawca – tak skuteczny, że aż przerażający… Wielu z nas od razu przed oczami staje postać Wilka z Wall Street, doskonale wszystkim znanego dzięki przebojowi kinowemu Martina Scorsese`a. Czy dziś opłaca się iść drogą jego bohatera i być na bakier z etyką? Zdecydowanie nie! Za chodzenie na skróty firmy płacą drogo. Sukces handlowca i zatrudniającego go przedsiębiorstwa tkwi w dbałości o interes klienta. Z postawy nastawionej na długoterminowe relacje wynikają korzyści dla obu stron transakcji. Tylko taki kurs warto obrać.

Jeszcze kilkanaście lat temu pokutowało przekonanie, że każdy handlowiec to naciągacz, spragniony szybkiego, a przede wszystkim spektakularnego sukcesu finansowego. Tak zwanych cwaniaków, jak filmowy Wilk z Wall Street, w którego postać wcielił się doskonale Leonardo DiCaprio, wykorzystujących swoją przewagę w zakresie wiedzy dotyczącej produktu oraz umiejętności wywierania wpływu, aby zrealizować jedynie własne interesy, wcale nie było tak wielu. Jedna „czarna owca” bynajmniej nie przesądza o całym „stadzie”, a jednak… Może okryć je złą sławą i tak też po części się stało. Dziś standardy pracy w zawodzie sprzedawcy są znacznie bardziej wyśrubowane i co znamienne – duży nacisk kładzie się na etykę. Dzięki temu buduje się pozytywny etos sprzedawcy, do którego można mieć pełne zaufanie – a zaufanie to przecież jedna z najcenniejszych wartości w świecie przedstawicieli handlowych.

A po co mi to?

Nabić w butelkę, zrobić w balona, wpuścić w maliny, wyprowadzić w pole, wystrychnąć na dudka… Któż nie zna tych, jakże obrazowych określeń? Każdy konsument choć raz odczuł je na własnej skórze, gdy zorientował się, że zrobił coś wbrew sobie. Potem ochłonął, ale został z problemem sam na sam, chowając urazę do sprzedawcy. Tak rodzą się stereotypy, przez które uczciwi handlowcy muszą walczyć z etykietą cwaniaków. – Mamy jeszcze zakorzenioną nieufność do kogoś, kto coś sprzedaje. Myślę, że ona jest bardziej historyczna niż zbudowana dzisiejszymi zachowaniami handlowców – tłumaczy Adam Mitura, założyciel firmy Mitura Academy, która prowadzi zindywidualizowane projekty szkoleniowo-doradcze dla handlowców, wspierające ich w sprzedaży. Współcześnie magiczne sztuczki czy techniki związane z czystą manipulacją przestają być skuteczne, a przede wszystkim, patrząc na prowadzenie biznesu długofalowo, są zupełnie nieopłacalne. W świecie Internetu zadowolenie klienta ma szczególną wartość. Stawianie na lojalność odbiorcy i budowanie z nim długoterminowych relacji generuje znacznie większe zyski niż jednorazowe transakcje w myśl zasady: sprzedaj i zapomnij – Internet nie zapomina! – Obecnie standardy w sprzedaży stoją na wysokim poziomie. Etyka jest w cenie. Wynika to z co najmniej trzech powodów. Po pierwsze właściciele firm zrozumieli, że każdy może w sieci internetowej zamieścić dowody świadczące o tym, że został oszukany, co z kolei prawdopodobnie przełoży się na pogorszenie kondycji przedsiębiorstwa. Po drugie podłoża zmian należy upatrywać w zmianie pokoleniowej. Młodzi ludzie nie przejawiają już tak mocno cechy, którą kiedyś nazywało się w sprzedaży eufemicznie przedsiębiorczością, czyli mówiąc wprost cwaniactwa. Trzecia przyczyna dotyczy zaś klientów, którzy uwrażliwili się już na tego rodzaju nietyczne zachowania, nie akceptują ich, a ponadto wiedzą gdzie szukać sprawdzonej wiedzy – dodaje Adam Mitura.

Bez przeciągania liny

Każdy sprzedawca, który myśli poważnie o swojej przyszłości w zawodzie oraz dobrym wizerunku zatrudniającej go firmy, powinien zachowywać się profesjonalnie. Ów profesjonalizm wyraża się m.in. poprzez wykorzystywanie uczciwych zasad postępowania. A uczciwe postępowanie akcentuje wartość potrzeb klienta. – Jako Mitura Academy często pracujemy nad tworzeniem standardów sprzedaży. Podczas realizacji poszczególnych projektów, udaje nam się przekonać handlowców, że podejście nadzwyczaj zdecydowane i ofensywne nie jest jedyną metodą na sukces. Pewności siebie sprzedawcom można dostarczyć w inny sposób. Powinni oni skupić swoją uwagę na informowaniu, doradzaniu, a nie tylko naciskać na klienta – mówi Adam Mitura. Dbałość o interes potencjalnego nabywcy dobra czy usługi powinna wyrażać się zatem w umiejętności budowania z nim długoterminowych relacji, z których wynikają korzyści dla obu stron transakcji. Na szczęście dużo polskich firm posiada już zestaw dobrych praktyk związanych ze sprzedażą. Taki uniwersalny Kodeks Etyki proponuje ponadto Stowarzyszenie Zarządzania Sprzedażą. W zobowiązaniach wobec zawodu sprzedawcy zostały omówione tu takie zagadnienia jak: rozwój, godność, zaangażowanie, poufność, uczciwość. Ponadto organizacja zawarła w dokumencie konieczne powinności wobec pracodawcy: transparentność, efektywność, konsekwencję, lojalność, a także klientów: wiarygodność, informowanie, satysfakcję oraz szacunek.

Uczciwość się opłaca

Należy być uczciwym w kontaktach z klientami, gdyż pozostajemy wówczas w zgodzie z własnym sumieniem, zyskujemy szacunek otoczenia, a dodatkowo zwyczajnie się nam to opłaca. – Naprawdę nie trzeba oszukiwać, wymyślać niestworzonych benefitów dotyczących oferowanego produktu, aby go sprzedać. Rozwiązania dostarczane przez producentów są bowiem coraz lepsze, a w wielu przypadkach można byłoby nawet rzec, że doskonałe. One często bronią się same. Jedyne, co należy zrobić to zaprezentować je odbiorcy. Pokazać realne korzyści, jakie dostarczają, zadając sobie wcześniej trud rozmowy na temat klienta, aby poznać jego potrzeby – przekonuje specjalista Mitura Academy. – Warto nauczyć się rozmowy z klientem, budowania zaufania, odpowiednich zachowań wobec niego – rzeczy co prawda subtelnych, ale to właśnie one w dzisiejszym świecie znaczą najwięcej – dodaje.

„Sprzedaj mi ten długopis. Możesz sprzedawać wszystko…”  słyszymy w hicie kinowym Martina Scorsese Wilk z Wall Street, pytanie brzmi – tylko w jakim stylu? W centrum uwagi postawmy potrzeby klienta, a nie tylko własny interes. Wówczas jest duża szansa, że działając na zasadzie win-win, firma odniesie sukces.

Czytaj więcej13 lipca 2016 13:06 - Dodane przez redaktor

Akademia Leona Koźmińskiego jako dziesiąta uczelnia na świecie i trzecia w regionie EMEA (Europa, Bliski Wschód, Afryka) włączyła do swojej oferty, skierowany do osób pragnących rozwijać się zawodowo w branży inwestycyjnej, anglojęzyczny kurs, który został przyjęty do CFA Institute Claritas® Academic Program. Oznacza to, że dostarcza on niezbędną wiedzę, pozwalającą dobrze przygotować się do egzaminu Claritas® Investment Certificate, dzięki któremu można skutecznie zwiększyć swoją atrakcyjność na rynkach międzynarodowych w perspektywie przyszłego zatrudnienia.

Kurs „Rynki inwestycyjne: instrumenty, mechanizmy i regulacje” będzie poświęcony obszernej analizie rynków inwestycyjnych. Został skonstruowany tak, aby zawierać również niezbędne zagadnienia z zakresu obowiązków etycznych i zawodowych pracowników branży inwestycyjnej. Pokrywa on w co najmniej 80% treści i efekty kształcenia sylabusa programu Claritas® administrowanego przez CFA Institute, a w 100% – materiał modułu „Etyka w branży inwestycyjnej”. Dzięki temu mógł zostać przyjęty do prestiżowego grona CFA Institute Claritas® Academic Program.

Claritas® Investment Certificate to globalny program, w który angażują się uczelnie na całym świecie. Jego podstawowym celem jest podnoszenie kompetencji zawodowych pracowników branży inwestycyjnej oraz przekazanie niezbędnej wiedzy, która pomoże im wyróżnić się na rynku pracy.

Kurs „Rynki inwestycyjne: instrumenty, mechanizmy i regulacje” będzie oferowany przez Akademię Leona Koźmińskiego w ramach Szkoły Letniej oraz anglojęzycznego programu Master in Finance nad Accounting jako wykład do wyboru. Wkrótce na stronie uczelni pojawią się szczegóły dotyczące programu.

Czytaj więcej7 czerwca 2016 14:57 - Dodane przez redaktor

Warren Buffett, uważany za jednego z najlepszych inwestorów na świecie, zwykł mawiać, że: Jeśli nie masz pojęcia o diamentach, poznaj jubilera. Sukces każdego przedsiębiorstwa opiera się bowiem nie tylko na wypracowanym know-how, lecz także kwalifikacjach kadry, które wymagają stałej aktualizacji. Aby firma rosła w siłę i wyróżniała się na tle konkurencji, trzeba zatem postawić na rozwój kompetencji pracowników. Warto, aby zadbał o to „złotnik z prawdziwego zdarzenia” – doświadczony trener biznesu. Jednak szkolenie może niejedno mieć imię – jak wybrać to skrojone idealnie do naszych potrzeb, czyli jak odróżnić cyrkonię od brylantu?

Żyjemy w dobie globalizacji i postępującej w zawrotnym tempie rewolucji cyfrowej, a więc umiejętność szybkiego dostosowywania się do zmian na rynku, również w kwestii zachowania konsumentów, okazuje się kluczowa. Wdrażanie nowych standardów nie jest możliwe bez doskonalenia umiejętności kadry. A jak powszechnie wiadomo kapitał ludzki jest współcześnie jednym z głównych czynników budowania przewagi konkurencyjnej – zatem każda inwestycja w tym zakresie jest na wagę złota. Dlatego rośnie zainteresowanie projektami szkoleniowo-doradczymi. Tylko jak z gąszczu ofert dodatkowego kształcenia wybrać prawdziwe perełki, odpowiadające na realne potrzeby naszego biznesu?

 

 

Węgiel, magma wulkaniczna i kolosalne ciśnienie…

Niewątpliwie możliwość współfinansowania szkoleń ze środków Unii Europejskiej zwiększyła zainteresowanie tego typu aktywnościami wśród firm, zwłaszcza tych w skali mikro i małych. Programy rozwojowe dla kadr stały się wówczas znacznie bardziej osiągalne, stanowiąc ponadto szansę na podniesienie kwalifikacji zasadniczo większej rzeszy pracowników niż to było dotychczas w zwyczaju. Programami zaczęły być obejmowanie całe działy czy zespoły, a nie tylko wybiórczo wybierani podwładni. To był doskonały impuls do rozwoju branży szkoleniowej w Polsce. Oprócz niekwestionowanych plusów takiego stanu rzeczy, dotacje stwarzały pewne zagrożenie dla jakości oferowanych usług – system gospodarczy nie stawiał wtedy dużych wymagań w  kwestii barier wejścia do zawodu trenera, a więc zaczęło funkcjonować w nim wiele osób bez stosownego doświadczenia i wiedzy. Jednak wraz z wygaszaniem unijnych projektów powoli następuje gruntowne przeobrażenie rynku szkoleniowego, systematycznie podnosi się poziom tego typu dydaktyki, coraz częściej trenerzy bez kwalifikacji nie mają na nim racji bytu. Przestarzałe formy szkoleniowe odchodzą stopniowo w zapomnienie, a rośnie popularność warsztatów wyjazdowych, e-learningu, nowych technologii, gier i stymulacji biznesowych czy wszelkich nieszablonowych form zindywidualizowanych. Posługujących się taką właśnie optyką „szkoleniowych diamentów” warto szukać wśród ton węgla.

Nie każdy diament stanie się brylantem…

Zaledwie ok. 20% wszystkich wydobytych diamentów ma szansę przeobrażenia się w piękne, wyszlifowane brylanty. I cóż z tego? Otóż podobnie jest z usługami szkoleniowymi, tylko niektóre propozycje mają prawdziwy potencjał. Na co zatem zwracać uwagę przy wyborze firmy szkoleniowej? Jakim podstawowym kryterium się kierować? – Szkopuł tkwi w zdefiniowaniu potrzeb. Zarząd, managerowie czy pracownicy firmy nie są zazwyczaj w stanie samodzielnie, w pełni celnie zidentyfikować przyczyn negatywnego stanu rzeczy, który wpływa na obniżenie efektywności jej struktur w danym działaniu. W polu widzenia mają przede wszystkim problem, np. obniżenie skuteczności sprzedaży, z którym nie potrafią sobie poradzić – tłumaczy Artur Chojnacki, konsultant i trener-praktyk w firmie Mitura Academy, realizującej projekty doradztwa uczestniczącego. – Dobrą firmę szkoleniową można poznać po tym, że będzie wspierała nas w procesie definiowania nowych potrzeb – zacznie z nami współpracę od próby dogłębnego zrozumienia branży, w której działamy. To nieodzowny element do stworzenia dopasowanych, zindywidualizowanych warsztatów, które przyniosą realne korzyści biznesowe – dodaje. Gdy ktoś oferuje nam uniwersalne metody czy gotowe rozwiązania, powinna zapalić się nam czerwona lampka ostrzegawcza. Warto podkreślić jednak, że realną wartość szkolenia trudno jest ocenić w 100% trafnie po zapoznaniu się wyłącznie z samą ofertą, gdyż z reguły nie znajduje się w niej szczegółowy program. – Oczywiście idealnie byłoby wypróbować usługę. Istnieje nawet na rynku, choć nie jest często wykorzystywane, szkolenie próbne na kształt castingu. Jest ono skuteczne tylko wówczas, gdy osoby decyzyjne biorą udział w całym module szkoleniowym. Okazuje się, że to najtrudniejszy aspekt tego rozwiązania. Kadra wyższego szczebla żyje w ciągłym niedoczasie i często nie może sobie pozwolić na pełne zaangażowanie w testowanie warsztatów – opowiada Artur Chojnacki. Są jednak elementy, które można, a nawet trzeba zweryfikować. Warto zwrócić uwagę na metodykę pracy, w tym przede wszystkim procentowy udział części wykładowych do praktycznych, z naciskiem na hiperaktywność. Warto też polegać na rekomendacjach.

Ktoś, kto obrobi diament…

Jakie czynniki są ważne dla powodzenia szkolenia? Okazuje się, że niebagatelne znaczenie ma tu prowadzący. – Proces dydaktyczny, chociaż w założeniu ma służyć rozwojowi, jest dla uczestników szkolenia wydarzeniem o dużej dawce stresu. Powiadomienie o warsztatach jest z reguły sygnałem, że coś powinno zostać zmodernizowane, ulepszone, a to w sposób naturalny jest dla człowieka niepokojące. Kluczowe okazuje się oswojenie lęku przed zmianą. Prowadzący musi zatem umieć zbudować odpowiednią atmosferę do nauki, w ramach której uczestnicy spotkania będą czuć się na tyle bezpiecznie, aby móc obnażyć swoje niedoskonałości. Ponadto już na początku trzeba wejść w rolę motywatora – przekonuje Artur Chojnacki. Warto wiedzieć, że z reguły miernymi dydaktykami są tzw. showmani – nie takie ich zadanie. Cały proces dydaktyczny jest w tym wypadku zbudowany na zasadzie: zobaczcie, jak ja to zrobiłem. Króluje zatem monolog i klasyczna metoda zdawania relacji. Showmani są świetnymi motywatorami, ale trwała zmiana postaw nie leży w ich kompetencjach.

Dodatkowo dużą wartością dla uczestników szkolenia jest sytuacja, w której w osobie trenera znajdą oni praktyka. Dobrym przykładem są warsztaty sprzedażowe – prowadzący, który kiedyś sprzedawał, będzie lepiej rozumiał sytuację handlowców i ich potrzeby, a co za tym idzie audytorium zdecydowanie chętniej i szybciej mu zaufa. Do podstawowych kompetencji trenera powinna należeć również umiejętność konstruowania procesu dydaktycznego według stosownych standardów, z uwzględnieniem metod nauki osób dorosłych. Niebagatelną kwestią jest też biegłość w dawaniu informacji zwrotnej. – Możemy zbudować bezpieczeństwo, być praktykami, opracować efektywny program dydaktyczny, ale gdy zawiedzie ostatni element układanki – informacja zwrotna nie będzie dla uczestników szkolenia rozwojowa, to cały proces nauki zostanie zaburzony – dowodzi ekspert. Każdy moduł składowy jest tak samo ważny. Instruktor nie może się też obawiać pokazu rzeczywistej sytuacji biznesowej. – Wielu szkoleniowców unika wejścia w taką rolę, co wprowadza niepożądany dystans między nimi a uczestnikami, a w konsekwencji przeszkadza w efektywności całego mechanizmu – mówi Artur Chojnacki.

Pudełko na brylant…

Najlepsze efekty procesu dydaktycznego daje praca w niedużych grupach. Uczestnicy takich warsztatów mogą bowiem każdą sytuację biznesową przećwiczyć w praktyce i natychmiastowo dostać informację zwrotną. Warto także wykorzystywać nowoczesne technologie, ale z pewną rozwagą. – Część prezentacyjną bez wątpienia uatrakcyjnią wizualizację, prezentacje czy filmy. Nieodpowiednio wykorzystane multimedia, niosą ze sobą jednak pewne zagrożenie – mogą stać się formą samą w sobie. Dlatego warto łączyć metody współczesne z tradycyjnymi – podpowiada Artur Chojnacki. Z innowacyjnych narzędzi coraz bardziej popularne stają się interaktywne podręczniki. Dość często wykorzystywane są również kamery. – Jest to bardzo współczesny środek prowadzenia szkoleń. Daje duże możliwości, gdyż uczestnik widzi siebie i na bieżąco dostaje informację zwrotną. Ważna jest jednak kwestia umiejętności wykorzystywania kamery w procesie szkoleniowym – tłumaczy ekspert. – Wyobraźmy sobie taką sytuację: uczestnicy szkolenia wchodzą na salę, nie znają jeszcze tematu, ale rozglądają się i widzą… kamerę. Automatycznie zastanawiają się, kiedy zostanie ona użyta i co z tego będzie wynikało. W takiej sytuacji treść szkolenia schodzi na dalszy plan, bo uwagę przykuwa ów przedmiot, który może być ponadto powodem niepotrzebnego stresu – dodaje. Ważne, aby znaleźć złoty środek.

Dobre szkolenie jest zawsze dopasowane do branży, dla której zostało skonstruowane. Należy jednak pamiętać, że jego wynik zależy nie tylko od dobrej organizacji całego procesu kształcenia, lecz także percepcji i poziomu poznawczego uczestników warsztatów. Aby móc obiektywnie ocenić zakończony projekt szkoleniowy, warto już na początku współpracy zaprojektować indywidualne mierniki do mierzenia jego efektywności. Pieczę nad wdrażaniem wypracowanych standardów powinni trzymać managerowie zarządzający kadrą, a sukces stanie się rzeczą naturalną.

***

Mitura Academy – to firma realizująca projekty doradztwa uczestniczącego. Specjalizuje się w dostarczaniu i implementacji rozwiązań biznesowych podnoszących efektywność sprzedaży przedsiębiorstw. Wykonuje projekty rozwojowe o wysokim stopniu innowacyjności, maksymalnie dopasowane do potrzeb zleceniodawcy. Wyróżnia się praktycznym podejściem do procesu nauki, wykorzystującym interaktywne metody kształcenia. Wszystkie zaproponowane rozwiązania są testowane w praktyce. Założycielem i właścicielem marki jest Adam Mitura, trener z wieloletnim doświadczeniem biznesowym, konsultacyjnym i akademickim specjalizujący się w tworzeniu i implementowaniu rozwiązań podnoszących efektywność sprzedaży i poprawiających jakość obsługi klienta.

Czytaj więcej2 marca 2016 08:22 - Dodane przez redaktor

Prezes ALUPROF Tomasz Grela został uhonorowany statuetką Polskiego Herkulesa, najbardziej prestiżową nagrodą przyznawaną w corocznym konkursie miesięcznika „Builder”.

Co roku miesięcznik „Builder” docenia znaczące osiągnięcia osób i firm działających w sektorze budowlanym.  Podczas 13. gali BUILDER AWARDS, która odbyła się 18 lutego 2016 w Warszawie, przyznano wyróżnienia: Budowlana Firma Roku 2015, Laury Buildera 2015, Osobowość Branży 2015 oraz statuetki Polski Herkules 2015.

 

Konkurs organizowany przez miesięcznik „Builder” ma na celu upowszechnienie dobrych praktyk w branży budowlanej.  Co roku kapituła konkursu, złożona z Rady Programowej i Redakcji miesięcznika „Builder”, wyłania najlepsze firmy oraz osoby działające w sektorze budowlanym. Przedsiębiorstwa i ich managerowie walczą o tytuł Budowlanej Firmy Roku. Dodatkowo kapituła nagradza także Laurami Buildera firmy, instytucje, organizacje i uczelnie wyższe, które wspierają branżę budowlaną wiedzą, technologiami i usługami.

 

Co roku laureaci Budowlanej Firmy Roku mogą ubiegać się o najbardziej prestiżowe wyróżnienie w konkursie – tytuł i statuetkę Polskiego Herkulesa. Nagroda ta przyznawana jest firmom i ich managerom za szczególne osiągnięcia na rynku budowlanym. Za swoje dokonania w 2015 roku nagrodzony został Prezes Zarządu ALUPROF, Tomasz Grela.

 

To nie pierwsze wyróżnienie dla Tomasza Greli i ALUPROF przyznane przez miesięcznik „Builder”. W 2013 roku ALUPROF uhonorowany został tytułem Budowlanej Firmy Roku.  Nagrodę przyznano wówczas za osiągnięcia i sukcesy rynkowe, profesjonalizm, aktywność oraz pozycję na rynku budowlanym. Ponadto doceniono także efektywne zarządzanie firmą i nieustanne poszerzanie jej potencjału, jak również udział w tworzeniu i kreowaniu na polskim rynku innowacyjnych, energooszczędnych rozwiązań dla budownictwa i architektury.

Czytaj więcej25 lutego 2016 09:00 - Dodane przez redaktor

31 stycznia 2006 roku Grupa KĘTY S.A. zakupiła opolskie zakłady ALUPROF specjalizujące się w produkcji systemów rolet i bram. Mija dziesięć lat odkąd doszło do połączenia Metalplastu-Bielsko z ALUPROF.

Ostatnia dekada była dla ALUPROF okresem wielu dynamicznych zmian. Firma rozbudowała obydwa swoje zakłady: w Bielsku-Białej i w Opolu. Zrealizowane inwestycje zwiększyły powierzchnię magazynowo-logistyczną oraz unowocześniły park maszynowy przedsiębiorstwa. Rozbudowa pozwoliła ALUPROF S.A. na pełną niezależność i nieskrępowany rozwój, a co za tym idzie, ciągłe poszerzanie portfela klientów i obszarów dystrybucji.

 

Przedsiębiorstwo notuje systematyczny wzrost sprzedaży, odkąd w grudniu 2008 roku prezesem zarządu i dyrektorem generalnym ALUPROF S.A. został Tomasz Grela. W 2015 roku ALUPROF S.A. osiągnął przychody ze sprzedaży na poziomie 853 mln zł. To aż 220% wzrostu w porównaniu z rokiem 2009.

 

Dziś marka ALUPROF to miliony metrów kwadratowych doświadczenia w tworzeniu z aluminium. 7 na 10 prestiżowych realizacji w Polsce wykonywanych jest w systemach ALUPROF.  W ofercie firmy dostępne są systemy okienno-drzwiowe, fasadowe, rolet i bram oraz stalowe. Zakłady w Bielsku-Białej i Opolu są jednymi z najnowocześniejszych w Europie.

 

***

Spółka ALUPROF S.A. należy do Grupy Kapitałowej Grupy Kęty S.A., holdingu składającego się z pięciu głównych segmentów biznesowych działających w następujących obszarach: produkcji profili i komponentów aluminiowych, projektowania i produkcji systemów architektonicznych oraz zewnętrznych rolet aluminiowych, produkcji opakowań giętkich, usług budowlano-montażowych w zakresie fasad aluminiowych oraz produkcji akcesoriów do montażu okien i drzwi. Do Grupy Kapitałowej należy 21 firm, z czego 11 spółek zagranicznych, przetwarzających ok. 60 tys. ton surowców aluminiowych rocznie. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży Grupy Kęty S.A. sięgają 400 mln EUR, eksport stanowi 40% ogólnej sprzedaży, a odbiorcami produktów jest kilka tysięcy firm z 45 krajów świata. Akcje Grupy Kęty S.A. notowane są od 1996 roku na GPW w Warszawie.

Czytaj więcej24 lutego 2016 16:12 - Dodane przez redaktor

25 lutego 2016 r. w Opolu odbędzie się I Międzynarodowe Sympozjum poświęcone inicjatywie przywrócenia Jedwabnego Szlaku – „One Belt, One Road”. W wystąpieniach i panelach wezmą udział ministrowie, przedstawiciele nauki oraz biznesu zarówno z Polski jak i z Chin.

„One Belt, One Road” to inicjatywa rządu Chińskiej Republiki Ludowej, mająca na celu przywrócenie Jedwabnego Szlaku, jako projektu gospodarczego na miarę XXI wieku. Program został ogłoszony w 2013 roku. By go wesprzeć władze chińskie stworzyły Fundusz Jedwabnego Szlaku z kapitałem początkowym 40 mld dolarów. Program realizowany jest we współpracy z partnerami z Europy i Azji. „One Belt, One Road” to nie tylko projekt gospodarczy. Jest to wielowymiarowy program obejmujący inicjatywy społeczno-gospodarcze związane z przepływem dóbr i usług oraz transferem wiedzy, pomiędzy Chinami a krajami Europy Środkowej i Wschodniej (CEEC’s). Założenia inicjatywy przewidują, że jej efekty będą korzystne dla wszystkich uczestników w dziedzinie kultury, nauki, edukacji, infrastruktury, handlu czy produkcji. – Współpraca z Chinami to ogromna szansa dla polskich uczelni. A z racji tego, że w relacjach z Państwem Środka jesteśmy od lat liderem w Polsce, inicjujemy te działania wspólnie z Konferencją Rektorów Akademickich Szkół Polskich właśnie w Opolu – mówi prof. Marek Tukiendorf, rektor Politechniki Opolskiej.

Temat reaktywacji Szlaku Jedwabnego będzie omawiany 25 lutego na Politechnice Opolskiej podczas I Międzynarodowego Sympozjum „One Belt, One Road”. W wystąpieniach i panelach wezmą udział ministrowie, przedstawiciele nauki oraz biznesu zarówno z Polski jak i z Chin. Swój udział w sympozjum zapowiedział wiceminister spraw zagranicznych Katarzyna Kacperczyk, chargé d’affaires ambasady Chińskiej Republiki Ludowej Lin Jian oraz I Sekretarz i Naczelnik Wydziału Edukacyjnego chińskiej ambasady w Polsce, Liu Wansheng. Wystąpienia planują także prof. Wiesław Banyś, przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP), rektor Uniwersytetu Śląskiego oraz prof. Marek Tukiendorf, rektor Politechniki Opolskiej, organizatora sympozjum. W panelach dyskusyjnych wezmą też udział przedstawiciele władz lokalnych m.in. marszałek województwa opolskiego Andrzej Buła, wojewoda opolski Adrian Czubak, marszałek województwa śląskiego Wojciech Saługa, marszałek województwa łódzkiego Witold Stępień oraz wojewoda śląski Jarosław Wieczorek.

Paneliści omawiać będą potencjały regionalne związane z inicjatywą stworzenia nowego Jedwabnego Szlaku, wyzwania stojące przed uczestnikami programu, kwestie transportu i logistyki oraz możliwości transferu wiedzy i produktów, które daje „One Belt, One Road”.

Patronat medialny: Europerspektywy, Nowa Trybuna Opolska, Radio Opole

Obsługa medialna: Bandera design . strategy . pr

Pełną agendę I Międzynarodowego Sympozjum „One Belt, One Road” można znaleźć pod adresem:

https://wu.po.opole.pl/konferencja-one-road-one-belt/

Czytaj więcej18 lutego 2016 15:21 - Dodane przez redaktor

Jest pragnieniem wielu młodych ludzi, znajdujących się właśnie na początku drogi zawodowej. Często marzą o nim też osoby zmęczone wieloletnią pracą na cudzy rachunek, które w końcu chciałyby zrealizować swoje niecodzienne pomysły. Mowa o własnym start-upie. Podpowiadamy jak działać, aby zmaksymalizować szanse sukcesu i zminimalizować ryzyko ewentualnej porażki takiego projektu.

 

Choć zdarzają się wyjątki, droga do stworzenia i skutecznego pokierowania własnym start-upem rzadko bywa usłana różami. Mimo to nie brakuje chętnych, aby spróbować własnych sił w tej wymagającej sztuce. Proces powoływania takiego projektu do życia oznacza pracę na pełen, a często nawet na dwa etaty. Choć jest to ciężki kawałek chleba, daje dużo satysfakcji. Odpowiednio prowadzony może również przynieść spore gratyfikacje finansowe. Aby się udało, trzeba postawić na właściwe karty i odpowiednich ludzi, a potem zacząć działać. I to od razu pełną parą!

Trudne początki

Na całym świecie różnorodne projekty start-upowe pojawiają się niemal jak przysłowie grzyby po deszczu. Ale tylko niektórym udaje się skutecznie zaistnieć w świadomości najpierw potencjalnych inwestorów, a następnie ewentualnych klientów. Powodzenie takiego przedsięwzięcia jest wypadkową wielu czynników, rozłożonych w czasie. W początkowej fazie są to najczęściej sam pomysł (jego oryginalność, nietypowość, przełomowość), determinacja twórcy (czy jest gotów w całości poświęcić się swojemu projektowi) odpowiedni zespół oraz założenia dotyczące potencjalnych odbiorców danego produktu lub technologii. – Twórcy start-upów często koncentrują się na konsumentach indywidualnych, podczas gdy grupą docelową są dla nich zwykle producenci, którzy mogliby praktycznie wykorzystać ich wynalazki. W ten sposób już na samym początku łatwo o błąd znacznie utrudniający działanie w późniejszych etapach, np. sprzedaż oferowanych usług, wyrobów, technologii – komentuje dr Aleksandra Przegalińska, współautorka programu studiów „Tworzenie i rozwój nowoczesnych start-upów”* w Akademii Leona Koźmińskiego. Problemem bywa też niewłaściwe przygotowanie do poszukiwania potencjalnych inwestorów i przekonania ich, że wydając pieniądze na dany projekt, dokonują naprawdę bezpiecznej i dobrze rokującej na przyszłość lokaty kapitału. – Jak pokazuje nasza praktyka, duża część początkujących start-upowców to doskonali mówcy, potrafiący z prawdziwą pasją godzinami opowiadać o własnym projekcie i jego unikatowości. To ważna umiejętność, problem w tym, że pytani o twarde kwestie, np. obrony przed konkurencją, zwykle nie mają dobrych odpowiedzi, a jedynie własne marzenia, które mogą nie wytrzymać zderzenia z twardą rzeczywistością rynkową – mówi Przemysław Lahuta, kierownik Działu Analiz Rynkowych Polskiego Instytutu Badań i Rozwoju, który jest strategicznym partnerem prowadzonych przez Akademię Leona Koźmińskiego studiów start-upowych.

Proste pytania, trudne odpowiedzi

Zanim zaczniemy prace nad tworzeniem własnego projektu, warto dogłębnie przenalizować wszystkie potencjalne możliwości, zarówno te pozytywne, jak i negatywne. Pozwoli to odpowiednio wcześnie przygotować odpowiedzi na trudne pytania, jakie może zadać inwestor. Jest ich całe mnóstwo i często związane są z obszarami, z którymi, wydawać by się mogło, nasz projekt nie ma zbyt dużo wspólnego. – Musimy być przygotowani na brak zrozumienia i pytania dlaczego chcemy coś robić, po co, dla kogo, skąd weźmiemy pieniądze, a skąd ludzi. Wiele osób przychodząc ze swoim projektem do wybranego funduszu nie odpowiada na nie w satysfakcjonujący sposób – tłumaczy Przemysław Lahuta. Sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że dobre odpowiedzi na takie pytania rodzą kolejne zapytania. Dopiero, gdy inwestor nie będzie miał ich więcej, rozmowa przejdzie na dalsze, bardziej konkretne etapy. To nie jest łatwy proces, ale – jak podkreślają specjaliści – niezwykle istotny, ponieważ pomaga przygotować się na ogromną ilość możliwych scenariuszy, a jednocześnie dokładnie zrozumieć, czym naprawdę ma być konkretny projekt. – W początkowej fazie projektu mało kto ma ochotę myśleć o ewentualnych konsekwencjach pochopnych wyborów. Dlatego warto o tym mówić, ponieważ nieodpowiednie przygotowanie może tak właśnie się skończyć. Trzeba zdać sobie sprawę, że w przypadku start-upów jesteśmy nie ich menedżerami, a właścicielami, co znacznie podnosi odpowiedzialność – przekonuje dr Aleksandra Przegalińska. – Zawsze dowiedzmy się najpierw, czego możemy się spodziewać, jakie są możliwe pozytywne, a jakie negatywne scenariusze. Osobiste, kilkukrotne przejście przez całą ścieżkę kolejnych etapów planowania, wykonywania, zderzania się z rzeczywistością pozwoli uniknąć nie tylko rozczarowań, lecz przede wszystkim poważnych problemów – dodaje specjalistka.

Postaw na współpracę

Odpowiednie przygotowanie się do pracy to podstawa. W przypadku start-upu trudno jednak zrobić to w pojedynkę, niełatwo będzie też samotnie poprowadzić taki projekt. Zdaniem ekspertów, zanim przystąpimy do działania, należy skompletować odpowiedni zespół osób. Ich kompetencje i zasób wiedzy powinny wzajemnie się uzupełniać. Dopiero w następnym kroku należy zacząć myśleć o przygotowaniu optymalnego biznesplanu, w oparciu o który będzie można próbować przekonywać potencjalnych inwestorów. Taka kolejność działania podyktowana jest przede wszystkim tym, że plany powstałe na drodze ucierania się opinii kilku osób, które wiedzą o czym mówią, zwykle bywają bardziej dopracowane, uwzględniają również więcej możliwych opcji. – To podejście bywa krytykowane, ponieważ w społecznej świadomości wciąż funkcjonują twórcy, którzy swoje unikatowe dzieła tworzyli w przydomowych garażach. Obecnie dużo łatwiej jest osiągnąć sukces, działając w sprawnym, zgranym zespole niż będąc samotnym wilkiem nawet, jeśli byłby on genialnym wynalazcą – tłumaczy dr Aleksandra Przegalińska. Jak podkreśla ekspertka, kultura start-upowa nie jest zarezerwowana wyłącznie dla młodych osób. Dlatego w jednym zespole bez problemu może spotkać się starszy inżynier, z dużo młodszym specjalistą od marketingu czy nowych technologii. Co więcej, połączenie młodości i doświadczenia przynosi zwykle bardzo dobre efekty, ponieważ tak zbudowane drużyny dysponują szerszym zasobem wiedzy i większym wachlarzem odmiennych kompetencji. – Jak pokazuje praktyka, działając razem nie tylko zrobią start-up, ale na dodatek w dużej ilości przypadków uda im się zrealizować go dużo szybciej i z większymi szansami na skuteczną komercjalizację projektu niż w przypadku zespołów złożonych wyłącznie z rówieśników – przekonuje Przemysław Lahuta.

Coś nie wyszło? Wyciągnij z tego wnioski

Prawa rynku powodują, że nie każdy projekt okazuje się sukcesem. Wiele z pomysłów nigdy nie wchodzi nawet w fazę realizacji, innych nie udaje się skończyć, a część tych, które zaczęły działać nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Ważne jednak, aby każdorazowo dokładnie dowiedzieć się, co stanęło na drodze do powodzenia. Często twórcom brakuje determinacji, a projektom finasowania lub zabezpieczenia prawnego. Problemem bywa też zła ocena potencjalnej konkurencji czy zwrócenie się o pomoc w finasowaniu do niewłaściwych osób.  Często przeszkodą są również kłopoty ze źle dobranym zespołem czy też złą lub nieadekwatną do danej sytuacji strategią działania. Zdarza się również, że projekty pojawiają się za późno, albo jest na nie jeszcze za wcześnie. Niepowodzenia, podobnie jak sukces, znacznie częściej są wypadkową kilku czynników, niż jednego poważnego błędu. – W takim przypadku nie należy się poddawać, ale od razu zebrać maksymalną ilość informacji zwrotnych i dokładnie je przenalizować. Znając przyczynę braku powodzenia, unikniemy popełniania podobnych błędów w przyszłości – przekonuje dr Aleksandra Przegalińska, współautorka programu studiów „Tworzenie i rozwój nowoczesnych start-upów” w Akademii Leona Koźmińskiego. W kolejnych projektach, trzeba wziąć pod uwagę wszystkie wcześniejsze doświadczenia, a jednocześnie jeszcze ciężej pracować. – W start-upie nie ma miejsca na to, że „nie chce mi się”, „zrobię to potem, jutro”. Jeśli wiemy, że takie może być nasze podejście, warto dokładnie przemyśleć, czy rzeczywiście jest on dla nas najodpowiedniejszym miejscem pracy – podsumowuje ekspert PIBiR, Przemysław Lahuta.

Stworzenie i rozwinięcie start-upu to zadanie będące w zasięgu osób, które już od dawna o tym rozmyślają. Tworząc własne przedsięwzięcie, dobrze jest korzystać z wiedzy i doświadczeń uznanych praktyków. W oparciu o nie możemy właściwie przygotować, zaplanować i dokonać podziału prac, co znacznie ułatwi pokonywanie ewentualnych przeciwności. Ponieważ wiedza jest jednym z najcenniejszych zasobów start-upowca, warto rozważyć też podjęcie studiów podyplomowych związanych z tworzeniem takich projektów. Krok ten z jednej strony pomoże zmaksymalizować szansę na szybsze i lepsze zrealizowanie projektu, a z drugiej ułatwi nawiązanie odpowiednich kontaktów. A te zawsze są bezcenne.

 

 

* „Tworzenie i rozwój nowoczesnych start-upów” to specjalistyczne studia podyplomowe prowadzone przez Akademię Leona Koźmińskiego. W całości poświęcone są praktycznym aspektom kreacji nowych oraz skutecznego rozwoju i ekspansji już istniejących start-upów oraz start-upów technologicznych. Zajęcia prowadzą przede wszystkim osoby z dużym doświadczeniem w tworzeniu tego typu projektów, często mogące pochwalić się także praktyką akademicką, jak również doświadczeniem w R&D i pracy w przemyśle. Po ukończeniu studiów słuchacze będą wyposażeni w wiedzę i narzędzia w dużym stopniu ułatwiające odniesienie sukcesu komercyjnego przy tworzeniu lub rozwoju własnego przedsięwzięcia, w tym „twardych” technologii i wynalazków. Więcej informacji o studiach na stronie Akademii Leona Koźmińskiego.

Czytaj więcej7 stycznia 2016 09:02 - Dodane przez redaktor

Wielu absolwentów architektury myśli o założeniu własnej pracowni architektonicznej. Marzenia marzeniami, a droga do realizacji tego planu może okazać się całkiem kręta. Jak zatem wejść na rynek łagodnie, bez niepotrzebnych przygód? Pomocna okazuje się zazwyczaj wiedza z zakresu prowadzenia biznesu.

Rynek architektoniczny jest duży i przyszłościowy, ale warto poznać jego specyfikę. W architekturze, niezależnie od specjalności, sprzedaje się bowiem tzw. dobra długotrwałe. Każda koncepcja domu, wnętrza czy ogrodu będzie służyła inwestorowi przez długie lata, musi zatem nie tylko zostać starannie przygotowana, lecz także odpowiadać na potrzeby oraz upodobania estetyczne klienta i chociaż po części uwzględniać prognozowane trendy i przewidywać zmiany społeczne.

W karuzeli biznesu

Zarządzanie projektem, oprócz wyczucia stylu i wiedzy z zakresu projektowania, wymaga działania na wielu płaszczyznach. Nie wystarczy zamknąć się w czterech ścianach pracowni, trzeba jeszcze zmierzyć się z rzeczywistością biznesową, tu i teraz zawalczyć o własne być albo nie być. Aby nie działać po partyzancku, zdając się wyłącznie na intuicję, która często bywa zawodna, potrzebny jest porządny biznesplan oraz precyzyjne określenie zakresu świadczonych usług. Następnym krokiem jest zazwyczaj poszukanie lokalu dla firmy. Nie zaszkodzi również podszlifowanie swoich umiejętności negocjacyjnych czy nauka sporządzania podstawowych umów z inwestorami i podwykonawcami. Nie obędzie się też bez tzw. kompetencji miękkich, które nie są zazwyczaj uwzględniane w harmonogramie studiów architektonicznych. – Samodzielna droga zdobywania doświadczeń może okazać się dłuższa i bardziej wymagająca, dlatego warto poszukać profesjonalnej pomocy, chociażby w instytucjach, które przygotowują programy szkoleniowe, czy na studiach podyplomowych. To zdecydowanie ułatwi nam start i nie będziemy musieli uczyć się na własnych błędach – podpowiada prof. Anna Olejniczuk-Merta, kierownik studiów „Zarządzanie innowacyjne w architekturze” w Akademii Leona Koźmińskiego.

Rekomendacje siłą napędową

Rynek architektoniczny jest o tyle trudny, że już pierwsze owoce naszej pracy są oceniane przez odbiorcę i w zależności od wydanych opinii na temat efektu końcowego – pozytywnych lub negatywnych – zostaniemy poleceni następnej osobie bądź nie. Rekomendacje stanowią w tej branży znaczny procent pozyskiwania kolejnych zleceń. – Nie możemy liczyć na to, że pierwszy projekt może okazać się mniej udany, bo drugi będzie już trochę lepszy, a przy dziesiątym dojdziemy właściwie do perfekcji. Jeśli ocena będzie krytyczna, to całkiem prawdopodobne, że zakończymy działalność jeszcze przed realizacją dziesiątego pomysłu. Inwestor płaci i wymaga – tłumaczy prof. Anna Olejniczuk-Merta.

Ponadto musimy poradzić sobie z wyzwaniami nie tylko ze strony lokalnego czy krajowego rynku, lecz także postępującej globalizacji. Otwartość na wszelkie mody, nowinki i zmiany, np. w kwestii technologii, materiałów czy wymogów środowiskowych, to zatem podstawa. Warto również mieć świadomość, że w większości przypadków przyjdzie nam pracować, mając ograniczony budżet. Obciążeniem jest też często współpraca z ludźmi, a inwestorzy mogą przecież okazać się mniej wrażliwi na piękno niż artystyczna dusza architekta. – Ogromne znaczenie ma tu komunikacja. Trzeba umieć toczyć rozmowy z różnymi typami ludzi, dostosowując się do ich sposobu porozumiewania się. Z jednej strony należy uwzględniać oczekiwania klienta, a z drugiej proponować własne rozwiązania, znajdując w tym wszystkim złoty środek – podpowiada ekspertka. Wszystkie elementy projektu powinny ze sobą harmonizować, dlatego warto nauczyć się stawiać granice, aby nie powstał „misz-masz”, który nie będzie prezentował się dobrze w naszym portfolio ani ostatecznie nie spotka się z aprobatą zleceniodawcy. Bez niej z kolei nie możemy liczyć na rekomendację.

Własna pracownia – duma i odpowiedzialność

Jak zaistnieć na rynku? Potrzeba odwagi, odrobiny szczęścia, ogromu pracy własnej i gotowości do nieustannego rozwoju. Inwestycja w siebie wymaga bowiem od nas czytania fachowej literatury i prasy, a także obecności na konferencjach branżowych oraz zjazdach architektów, gdzie prezentowane są najnowsze trendy. – Bez tego obycia możemy się potknąć. Wystarczy spotkać na swojej drodze bardzo wysublimowanego inwestora, który określi nam kolor z zasięgu znanych dla niego barw, np. ecru, ale w pewnej odsłonie. Jeśli nie mamy możliwości sprawdzenia na rynku takiej kolorystyki, to jesteśmy w kropce – przestrzega prof. Anna Olejniczuk-Merta.

Ponadto posiadając pracownię architektoniczną, musimy nauczyć się efektywnie nią zarządzać. – Obecnie zauważalna jest tendencja do spłaszczania struktur. Objawia się to w likwidowaniu kilkuszczeblowych zależności, w wyniku czego następuje usamodzielnianie się pracowników na poszczególnych stanowiskach. Dzięki temu mogą być oni bardziej kreatywni, ale wiąże się to również z większą jednostkową odpowiedzialnością – dodaje specjalistka z Akademii Leona Koźmińskiego. Towarzyszy temu zjawisko outsourcingu – pewne działania są wykonywane poza firmą. Należy jednak podkreślić, że wybierając taki nowoczesny model zarządzania, musimy systematycznie kontrolować pracę na każdym jej etapie. Dla przykładu, jeśli mamy rozmieścić gniazdka w domu, to za późno jest skontrolować ich układ w momencie, gdy wszystkie zostały już wkręcone. Projekt musi być zawczasu przeanalizowany więcej niż raz.

Rozwój przez innowacje

Aktualnie czynnikiem rozwoju w biznesie są innowacje. Obejmują one praktycznie wszystkie obszary działalności człowieka. W literaturze wyróżnia się na ogół 4 ich rodzaje: techniczne – modernizacja i unowocześnianie bazy wytwórczej, technologiczne – rozwój nowych produktów, organizacyjne – zmiany w zakresie organizacji działań i struktur organizacyjnych przedsiębiorstwa, marketingowe – zmiany w zakresie narzędzi marketingowych oraz elementów struktury marketingu. – W ostatnim dziesięcioleciu występują i rozwijają się także innowacje społeczne, będące społecznymi zarówno w aspekcie celów, jak i środków oraz efektów. Wzajemnie się one warunkują i uzupełniają, a na znaczeniu zyskują zwłaszcza te ostatnie, co nie może ujść uwadze architektów. Wiąże się to bowiem z tym, że celem innowacyjnego produktu czy działania w obrębie architektury jest przede wszystkim satysfakcja i podniesienie jakości życia człowieka. Dlatego projektanci muszą nadążać za potrzebami społeczeństwa, związanymi z mieszkaniem i jego otoczeniem – tłumaczy prof. Anna Olejniczuk-Merta. Przygotowanie i wdrażanie innowacji, zwłaszcza innowacji społecznych wiąże się również ze stosowaniem zasady hybrydowości – podejmowania współpracy wielu z wieloma, czyli tworzenia interdyscyplinarnych zespołów. Dzięki temu zyskuje się szerszy i głębszy obraz projektu, w wyniku czego powstają kompleksowe lub/i komplementarne  rozwiązania,  oparte na metodzie design thinking, czyli tworzeniu innowacyjnych produktów na podstawie  zrozumienia problemów i potrzeb potencjalnych użytkowników. Efektem tego są rozwiązania pożądane przez użytkowników, technologicznie wykonalne oraz ekonomicznie uzasadnione. Zawód architekta nierozerwalnie wiąże się z poczuciem misji, chęcią tworzenia rozwiązań społecznie użytecznych oraz jak najlepszym zaspokajaniem potrzeb inwestora, w celu podniesienia jakości jego życia.

Aby osiągnąć sukces w branży, trzeba pewnym krokiem wejść na ten przyszłościowy, acz wymagający rynek. Nie obejdzie się zatem bez gruntownego przygotowania z zakresu wiedzy biznesowej, która wykracza znacząco poza samą umiejętność projektowania, zdobytą na studiach architektonicznych. Dlatego warto rozważyć dodatkową ścieżkę kształcenia, komplementarną do studiów kierunkowych, charakteryzującą się praktycznym podejściem do procesu nauki, która uzupełni możliwe luki. Być może stanie się ona pomostem do wejścia na drogę ustawicznego kształcenia.

Czytaj więcej20 listopada 2015 10:00 - Dodane przez redaktor

Fabryka Farb i Lakierów Śnieżka SA opublikowała wyniki finansowe po trzech kwartałach 2015 roku.

Grupa Kapitałowa Śnieżka odnotowała przychody na poziomie 458,3 mln zł, co oznacza dynamikę rzędu 100,7% w porównaniu do analogicznego okresu 2014 roku. W analizowanym okresie zysk operacyjny Grupy Kapitałowej Śnieżka, w której skład wchodzą: FFiL Śnieżka SA, Śnieżka-Ukraina, Śnieżka Bel-Pol oraz LLC Śnieżka EastTrade, osiągnął wartość 61,4 mln zł, a zysk netto 44,9 mln zł. Marża zysku operacyjnego sięgnęła 13,4%.

Fabryka Farb i Lakierów Śnieżka SA jest czołowym producentem farb i lakierów w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. Swoją pozycję na rynku zawdzięcza trzydziestoletniemu doświadczeniu oraz efektywnemu zarządzaniu, które zaowocowały dynamicznym rozwojem. Jest to jedyna firma z branży obecna na Giełdzie Papierów Wartościowych i jedyna kontrolowana przez polski kapitał.

Czytaj więcej5 listopada 2015 08:37 - Dodane przez redaktor