Wpisy z tagiem ‘uczelnia’

Jest pragnieniem wielu młodych ludzi, znajdujących się właśnie na początku drogi zawodowej. Często marzą o nim też osoby zmęczone wieloletnią pracą na cudzy rachunek, które w końcu chciałyby zrealizować swoje niecodzienne pomysły. Mowa o własnym start-upie. Podpowiadamy jak działać, aby zmaksymalizować szanse sukcesu i zminimalizować ryzyko ewentualnej porażki takiego projektu.

 

Choć zdarzają się wyjątki, droga do stworzenia i skutecznego pokierowania własnym start-upem rzadko bywa usłana różami. Mimo to nie brakuje chętnych, aby spróbować własnych sił w tej wymagającej sztuce. Proces powoływania takiego projektu do życia oznacza pracę na pełen, a często nawet na dwa etaty. Choć jest to ciężki kawałek chleba, daje dużo satysfakcji. Odpowiednio prowadzony może również przynieść spore gratyfikacje finansowe. Aby się udało, trzeba postawić na właściwe karty i odpowiednich ludzi, a potem zacząć działać. I to od razu pełną parą!

Trudne początki

Na całym świecie różnorodne projekty start-upowe pojawiają się niemal jak przysłowie grzyby po deszczu. Ale tylko niektórym udaje się skutecznie zaistnieć w świadomości najpierw potencjalnych inwestorów, a następnie ewentualnych klientów. Powodzenie takiego przedsięwzięcia jest wypadkową wielu czynników, rozłożonych w czasie. W początkowej fazie są to najczęściej sam pomysł (jego oryginalność, nietypowość, przełomowość), determinacja twórcy (czy jest gotów w całości poświęcić się swojemu projektowi) odpowiedni zespół oraz założenia dotyczące potencjalnych odbiorców danego produktu lub technologii. – Twórcy start-upów często koncentrują się na konsumentach indywidualnych, podczas gdy grupą docelową są dla nich zwykle producenci, którzy mogliby praktycznie wykorzystać ich wynalazki. W ten sposób już na samym początku łatwo o błąd znacznie utrudniający działanie w późniejszych etapach, np. sprzedaż oferowanych usług, wyrobów, technologii – komentuje dr Aleksandra Przegalińska, współautorka programu studiów „Tworzenie i rozwój nowoczesnych start-upów”* w Akademii Leona Koźmińskiego. Problemem bywa też niewłaściwe przygotowanie do poszukiwania potencjalnych inwestorów i przekonania ich, że wydając pieniądze na dany projekt, dokonują naprawdę bezpiecznej i dobrze rokującej na przyszłość lokaty kapitału. – Jak pokazuje nasza praktyka, duża część początkujących start-upowców to doskonali mówcy, potrafiący z prawdziwą pasją godzinami opowiadać o własnym projekcie i jego unikatowości. To ważna umiejętność, problem w tym, że pytani o twarde kwestie, np. obrony przed konkurencją, zwykle nie mają dobrych odpowiedzi, a jedynie własne marzenia, które mogą nie wytrzymać zderzenia z twardą rzeczywistością rynkową – mówi Przemysław Lahuta, kierownik Działu Analiz Rynkowych Polskiego Instytutu Badań i Rozwoju, który jest strategicznym partnerem prowadzonych przez Akademię Leona Koźmińskiego studiów start-upowych.

Proste pytania, trudne odpowiedzi

Zanim zaczniemy prace nad tworzeniem własnego projektu, warto dogłębnie przenalizować wszystkie potencjalne możliwości, zarówno te pozytywne, jak i negatywne. Pozwoli to odpowiednio wcześnie przygotować odpowiedzi na trudne pytania, jakie może zadać inwestor. Jest ich całe mnóstwo i często związane są z obszarami, z którymi, wydawać by się mogło, nasz projekt nie ma zbyt dużo wspólnego. – Musimy być przygotowani na brak zrozumienia i pytania dlaczego chcemy coś robić, po co, dla kogo, skąd weźmiemy pieniądze, a skąd ludzi. Wiele osób przychodząc ze swoim projektem do wybranego funduszu nie odpowiada na nie w satysfakcjonujący sposób – tłumaczy Przemysław Lahuta. Sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że dobre odpowiedzi na takie pytania rodzą kolejne zapytania. Dopiero, gdy inwestor nie będzie miał ich więcej, rozmowa przejdzie na dalsze, bardziej konkretne etapy. To nie jest łatwy proces, ale – jak podkreślają specjaliści – niezwykle istotny, ponieważ pomaga przygotować się na ogromną ilość możliwych scenariuszy, a jednocześnie dokładnie zrozumieć, czym naprawdę ma być konkretny projekt. – W początkowej fazie projektu mało kto ma ochotę myśleć o ewentualnych konsekwencjach pochopnych wyborów. Dlatego warto o tym mówić, ponieważ nieodpowiednie przygotowanie może tak właśnie się skończyć. Trzeba zdać sobie sprawę, że w przypadku start-upów jesteśmy nie ich menedżerami, a właścicielami, co znacznie podnosi odpowiedzialność – przekonuje dr Aleksandra Przegalińska. – Zawsze dowiedzmy się najpierw, czego możemy się spodziewać, jakie są możliwe pozytywne, a jakie negatywne scenariusze. Osobiste, kilkukrotne przejście przez całą ścieżkę kolejnych etapów planowania, wykonywania, zderzania się z rzeczywistością pozwoli uniknąć nie tylko rozczarowań, lecz przede wszystkim poważnych problemów – dodaje specjalistka.

Postaw na współpracę

Odpowiednie przygotowanie się do pracy to podstawa. W przypadku start-upu trudno jednak zrobić to w pojedynkę, niełatwo będzie też samotnie poprowadzić taki projekt. Zdaniem ekspertów, zanim przystąpimy do działania, należy skompletować odpowiedni zespół osób. Ich kompetencje i zasób wiedzy powinny wzajemnie się uzupełniać. Dopiero w następnym kroku należy zacząć myśleć o przygotowaniu optymalnego biznesplanu, w oparciu o który będzie można próbować przekonywać potencjalnych inwestorów. Taka kolejność działania podyktowana jest przede wszystkim tym, że plany powstałe na drodze ucierania się opinii kilku osób, które wiedzą o czym mówią, zwykle bywają bardziej dopracowane, uwzględniają również więcej możliwych opcji. – To podejście bywa krytykowane, ponieważ w społecznej świadomości wciąż funkcjonują twórcy, którzy swoje unikatowe dzieła tworzyli w przydomowych garażach. Obecnie dużo łatwiej jest osiągnąć sukces, działając w sprawnym, zgranym zespole niż będąc samotnym wilkiem nawet, jeśli byłby on genialnym wynalazcą – tłumaczy dr Aleksandra Przegalińska. Jak podkreśla ekspertka, kultura start-upowa nie jest zarezerwowana wyłącznie dla młodych osób. Dlatego w jednym zespole bez problemu może spotkać się starszy inżynier, z dużo młodszym specjalistą od marketingu czy nowych technologii. Co więcej, połączenie młodości i doświadczenia przynosi zwykle bardzo dobre efekty, ponieważ tak zbudowane drużyny dysponują szerszym zasobem wiedzy i większym wachlarzem odmiennych kompetencji. – Jak pokazuje praktyka, działając razem nie tylko zrobią start-up, ale na dodatek w dużej ilości przypadków uda im się zrealizować go dużo szybciej i z większymi szansami na skuteczną komercjalizację projektu niż w przypadku zespołów złożonych wyłącznie z rówieśników – przekonuje Przemysław Lahuta.

Coś nie wyszło? Wyciągnij z tego wnioski

Prawa rynku powodują, że nie każdy projekt okazuje się sukcesem. Wiele z pomysłów nigdy nie wchodzi nawet w fazę realizacji, innych nie udaje się skończyć, a część tych, które zaczęły działać nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Ważne jednak, aby każdorazowo dokładnie dowiedzieć się, co stanęło na drodze do powodzenia. Często twórcom brakuje determinacji, a projektom finasowania lub zabezpieczenia prawnego. Problemem bywa też zła ocena potencjalnej konkurencji czy zwrócenie się o pomoc w finasowaniu do niewłaściwych osób.  Często przeszkodą są również kłopoty ze źle dobranym zespołem czy też złą lub nieadekwatną do danej sytuacji strategią działania. Zdarza się również, że projekty pojawiają się za późno, albo jest na nie jeszcze za wcześnie. Niepowodzenia, podobnie jak sukces, znacznie częściej są wypadkową kilku czynników, niż jednego poważnego błędu. – W takim przypadku nie należy się poddawać, ale od razu zebrać maksymalną ilość informacji zwrotnych i dokładnie je przenalizować. Znając przyczynę braku powodzenia, unikniemy popełniania podobnych błędów w przyszłości – przekonuje dr Aleksandra Przegalińska, współautorka programu studiów „Tworzenie i rozwój nowoczesnych start-upów” w Akademii Leona Koźmińskiego. W kolejnych projektach, trzeba wziąć pod uwagę wszystkie wcześniejsze doświadczenia, a jednocześnie jeszcze ciężej pracować. – W start-upie nie ma miejsca na to, że „nie chce mi się”, „zrobię to potem, jutro”. Jeśli wiemy, że takie może być nasze podejście, warto dokładnie przemyśleć, czy rzeczywiście jest on dla nas najodpowiedniejszym miejscem pracy – podsumowuje ekspert PIBiR, Przemysław Lahuta.

Stworzenie i rozwinięcie start-upu to zadanie będące w zasięgu osób, które już od dawna o tym rozmyślają. Tworząc własne przedsięwzięcie, dobrze jest korzystać z wiedzy i doświadczeń uznanych praktyków. W oparciu o nie możemy właściwie przygotować, zaplanować i dokonać podziału prac, co znacznie ułatwi pokonywanie ewentualnych przeciwności. Ponieważ wiedza jest jednym z najcenniejszych zasobów start-upowca, warto rozważyć też podjęcie studiów podyplomowych związanych z tworzeniem takich projektów. Krok ten z jednej strony pomoże zmaksymalizować szansę na szybsze i lepsze zrealizowanie projektu, a z drugiej ułatwi nawiązanie odpowiednich kontaktów. A te zawsze są bezcenne.

 

 

* „Tworzenie i rozwój nowoczesnych start-upów” to specjalistyczne studia podyplomowe prowadzone przez Akademię Leona Koźmińskiego. W całości poświęcone są praktycznym aspektom kreacji nowych oraz skutecznego rozwoju i ekspansji już istniejących start-upów oraz start-upów technologicznych. Zajęcia prowadzą przede wszystkim osoby z dużym doświadczeniem w tworzeniu tego typu projektów, często mogące pochwalić się także praktyką akademicką, jak również doświadczeniem w R&D i pracy w przemyśle. Po ukończeniu studiów słuchacze będą wyposażeni w wiedzę i narzędzia w dużym stopniu ułatwiające odniesienie sukcesu komercyjnego przy tworzeniu lub rozwoju własnego przedsięwzięcia, w tym „twardych” technologii i wynalazków. Więcej informacji o studiach na stronie Akademii Leona Koźmińskiego.

Czytaj więcej7 stycznia 2016 09:02 - Dodane przez redaktor

Oferta edukacyjna Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie została wzbogacona o nowe szkolenie – „Warsztaty certyfikacyjne MindSonar”. Kurs dedykowany jest wszystkim profesjonalistom, którzy w swojej codziennej praktyce zawodowej potrzebują narzędzia umożliwiającego skuteczny pomiar sposobu myślenia danej osoby w danej sytuacji. Zajęcia potrwają sześć dni i odbędą się w dwóch turach: od 27 do 29 stycznia 2016 roku oraz od 13 do 15 marca.

 

Bezbłędne diagnozowanie przyczyn problemów w zespole, skuteczne rozwiązywanie konfliktów, pomoc w dokonywaniu trafnej selekcji kandydatów czy dostosowywaniu zmiany do kultury organizacyjnej firmy – to tylko niektóre z obszarów, które wspomaga nowoczesne narzędzie psychometryczne, jakim jest MindSonar. Szkolenie z jego zastosowania w praktyce odbędzie się w styczniu i w marcu 2016 roku w Akademii Leona Koźmińskiego. Adresowane jest ono do specjalistów zawodowo zajmujących się rozwojem kompetencji i umiejętności innych osób, m.in. coachów, konsultantów biznesowych, trenerów, pracowników działów HR czy doświadczonych menedżerów.

– MindSonar to pierwsze narzędzie psychologiczne dokonujące pomiaru sposobu myślenia osób w różnych kontekstach. Dlatego nie bada ono osobowości czy ogólnej preferencji człowieka, lecz jego style myślenia w danej, konkretnej sytuacji albo szeregu powtarzających się sytuacji.  Jest narzędziem coachingowym, dostarczającym niezbędnej wiedzy wspierającej zmianę strategii mentalnych, zachowań czy postaw – tłumaczy Tomasz Zawadzki, coach i konsultant biznesowy wdrażający MindSonar w Polsce, współprowadzący szkolenie w Akademii Leona Koźmińskiego – Narzędzie to pozwala dokładnie poznać motywacje pracowników, dowiedzieć się, co jest dla nich ważne, w jakich obszarach możliwe są napięcia i konflikty. Dzięki temu ułatwia na przykład budowanie zgranych i maksymalnie skutecznych zespołów – dodaje specjalista. Praktyczne zastosowanie kwestionariusza jest bardzo szerokie. Informacje zawarte w powstałych z jego użyciem profilach umożliwiają m.in. znaczącą poprawę komunikacji w firmie czy organizacji, projektowanie efektywnych szkoleń, wspieranie zmian i poprawianie procesów grupowych, a także rozwiązywanie konfliktów czy skuteczną rekrutację.

Twórcą narzędzia jest Jaap Hollander, uznany holenderski psycholog, coach i trener, który przez 5 lat z rzędu był honorowany nagrodą magazynu Quote, przyznawaną najlepszym specjalistom w Holandii. Ekspert osobiście poprowadzi pierwszą część szkolenia, podczas której słuchacze dowiedzą się m.in. w jaki sposób analizować profile MindSonar oraz poznają nowoczesne techniki coachingowe związane z procesem zmiany stylów myślenia. Po zdaniu egzaminów końcowych, uczestnicy warsztatów otrzymają specjalny certyfikat uprawniający do korzystania z narzędzia. Jest on honorowany w wielu krajach na całym świecie.

Więcej informacji o warsztatach można znaleźć na stronie internetowej Akademii Leona Koźmińskiego.

Czytaj więcej4 stycznia 2016 08:51 - Dodane przez redaktor

Wielu absolwentów architektury myśli o założeniu własnej pracowni architektonicznej. Marzenia marzeniami, a droga do realizacji tego planu może okazać się całkiem kręta. Jak zatem wejść na rynek łagodnie, bez niepotrzebnych przygód? Pomocna okazuje się zazwyczaj wiedza z zakresu prowadzenia biznesu.

Rynek architektoniczny jest duży i przyszłościowy, ale warto poznać jego specyfikę. W architekturze, niezależnie od specjalności, sprzedaje się bowiem tzw. dobra długotrwałe. Każda koncepcja domu, wnętrza czy ogrodu będzie służyła inwestorowi przez długie lata, musi zatem nie tylko zostać starannie przygotowana, lecz także odpowiadać na potrzeby oraz upodobania estetyczne klienta i chociaż po części uwzględniać prognozowane trendy i przewidywać zmiany społeczne.

W karuzeli biznesu

Zarządzanie projektem, oprócz wyczucia stylu i wiedzy z zakresu projektowania, wymaga działania na wielu płaszczyznach. Nie wystarczy zamknąć się w czterech ścianach pracowni, trzeba jeszcze zmierzyć się z rzeczywistością biznesową, tu i teraz zawalczyć o własne być albo nie być. Aby nie działać po partyzancku, zdając się wyłącznie na intuicję, która często bywa zawodna, potrzebny jest porządny biznesplan oraz precyzyjne określenie zakresu świadczonych usług. Następnym krokiem jest zazwyczaj poszukanie lokalu dla firmy. Nie zaszkodzi również podszlifowanie swoich umiejętności negocjacyjnych czy nauka sporządzania podstawowych umów z inwestorami i podwykonawcami. Nie obędzie się też bez tzw. kompetencji miękkich, które nie są zazwyczaj uwzględniane w harmonogramie studiów architektonicznych. – Samodzielna droga zdobywania doświadczeń może okazać się dłuższa i bardziej wymagająca, dlatego warto poszukać profesjonalnej pomocy, chociażby w instytucjach, które przygotowują programy szkoleniowe, czy na studiach podyplomowych. To zdecydowanie ułatwi nam start i nie będziemy musieli uczyć się na własnych błędach – podpowiada prof. Anna Olejniczuk-Merta, kierownik studiów „Zarządzanie innowacyjne w architekturze” w Akademii Leona Koźmińskiego.

Rekomendacje siłą napędową

Rynek architektoniczny jest o tyle trudny, że już pierwsze owoce naszej pracy są oceniane przez odbiorcę i w zależności od wydanych opinii na temat efektu końcowego – pozytywnych lub negatywnych – zostaniemy poleceni następnej osobie bądź nie. Rekomendacje stanowią w tej branży znaczny procent pozyskiwania kolejnych zleceń. – Nie możemy liczyć na to, że pierwszy projekt może okazać się mniej udany, bo drugi będzie już trochę lepszy, a przy dziesiątym dojdziemy właściwie do perfekcji. Jeśli ocena będzie krytyczna, to całkiem prawdopodobne, że zakończymy działalność jeszcze przed realizacją dziesiątego pomysłu. Inwestor płaci i wymaga – tłumaczy prof. Anna Olejniczuk-Merta.

Ponadto musimy poradzić sobie z wyzwaniami nie tylko ze strony lokalnego czy krajowego rynku, lecz także postępującej globalizacji. Otwartość na wszelkie mody, nowinki i zmiany, np. w kwestii technologii, materiałów czy wymogów środowiskowych, to zatem podstawa. Warto również mieć świadomość, że w większości przypadków przyjdzie nam pracować, mając ograniczony budżet. Obciążeniem jest też często współpraca z ludźmi, a inwestorzy mogą przecież okazać się mniej wrażliwi na piękno niż artystyczna dusza architekta. – Ogromne znaczenie ma tu komunikacja. Trzeba umieć toczyć rozmowy z różnymi typami ludzi, dostosowując się do ich sposobu porozumiewania się. Z jednej strony należy uwzględniać oczekiwania klienta, a z drugiej proponować własne rozwiązania, znajdując w tym wszystkim złoty środek – podpowiada ekspertka. Wszystkie elementy projektu powinny ze sobą harmonizować, dlatego warto nauczyć się stawiać granice, aby nie powstał „misz-masz”, który nie będzie prezentował się dobrze w naszym portfolio ani ostatecznie nie spotka się z aprobatą zleceniodawcy. Bez niej z kolei nie możemy liczyć na rekomendację.

Własna pracownia – duma i odpowiedzialność

Jak zaistnieć na rynku? Potrzeba odwagi, odrobiny szczęścia, ogromu pracy własnej i gotowości do nieustannego rozwoju. Inwestycja w siebie wymaga bowiem od nas czytania fachowej literatury i prasy, a także obecności na konferencjach branżowych oraz zjazdach architektów, gdzie prezentowane są najnowsze trendy. – Bez tego obycia możemy się potknąć. Wystarczy spotkać na swojej drodze bardzo wysublimowanego inwestora, który określi nam kolor z zasięgu znanych dla niego barw, np. ecru, ale w pewnej odsłonie. Jeśli nie mamy możliwości sprawdzenia na rynku takiej kolorystyki, to jesteśmy w kropce – przestrzega prof. Anna Olejniczuk-Merta.

Ponadto posiadając pracownię architektoniczną, musimy nauczyć się efektywnie nią zarządzać. – Obecnie zauważalna jest tendencja do spłaszczania struktur. Objawia się to w likwidowaniu kilkuszczeblowych zależności, w wyniku czego następuje usamodzielnianie się pracowników na poszczególnych stanowiskach. Dzięki temu mogą być oni bardziej kreatywni, ale wiąże się to również z większą jednostkową odpowiedzialnością – dodaje specjalistka z Akademii Leona Koźmińskiego. Towarzyszy temu zjawisko outsourcingu – pewne działania są wykonywane poza firmą. Należy jednak podkreślić, że wybierając taki nowoczesny model zarządzania, musimy systematycznie kontrolować pracę na każdym jej etapie. Dla przykładu, jeśli mamy rozmieścić gniazdka w domu, to za późno jest skontrolować ich układ w momencie, gdy wszystkie zostały już wkręcone. Projekt musi być zawczasu przeanalizowany więcej niż raz.

Rozwój przez innowacje

Aktualnie czynnikiem rozwoju w biznesie są innowacje. Obejmują one praktycznie wszystkie obszary działalności człowieka. W literaturze wyróżnia się na ogół 4 ich rodzaje: techniczne – modernizacja i unowocześnianie bazy wytwórczej, technologiczne – rozwój nowych produktów, organizacyjne – zmiany w zakresie organizacji działań i struktur organizacyjnych przedsiębiorstwa, marketingowe – zmiany w zakresie narzędzi marketingowych oraz elementów struktury marketingu. – W ostatnim dziesięcioleciu występują i rozwijają się także innowacje społeczne, będące społecznymi zarówno w aspekcie celów, jak i środków oraz efektów. Wzajemnie się one warunkują i uzupełniają, a na znaczeniu zyskują zwłaszcza te ostatnie, co nie może ujść uwadze architektów. Wiąże się to bowiem z tym, że celem innowacyjnego produktu czy działania w obrębie architektury jest przede wszystkim satysfakcja i podniesienie jakości życia człowieka. Dlatego projektanci muszą nadążać za potrzebami społeczeństwa, związanymi z mieszkaniem i jego otoczeniem – tłumaczy prof. Anna Olejniczuk-Merta. Przygotowanie i wdrażanie innowacji, zwłaszcza innowacji społecznych wiąże się również ze stosowaniem zasady hybrydowości – podejmowania współpracy wielu z wieloma, czyli tworzenia interdyscyplinarnych zespołów. Dzięki temu zyskuje się szerszy i głębszy obraz projektu, w wyniku czego powstają kompleksowe lub/i komplementarne  rozwiązania,  oparte na metodzie design thinking, czyli tworzeniu innowacyjnych produktów na podstawie  zrozumienia problemów i potrzeb potencjalnych użytkowników. Efektem tego są rozwiązania pożądane przez użytkowników, technologicznie wykonalne oraz ekonomicznie uzasadnione. Zawód architekta nierozerwalnie wiąże się z poczuciem misji, chęcią tworzenia rozwiązań społecznie użytecznych oraz jak najlepszym zaspokajaniem potrzeb inwestora, w celu podniesienia jakości jego życia.

Aby osiągnąć sukces w branży, trzeba pewnym krokiem wejść na ten przyszłościowy, acz wymagający rynek. Nie obejdzie się zatem bez gruntownego przygotowania z zakresu wiedzy biznesowej, która wykracza znacząco poza samą umiejętność projektowania, zdobytą na studiach architektonicznych. Dlatego warto rozważyć dodatkową ścieżkę kształcenia, komplementarną do studiów kierunkowych, charakteryzującą się praktycznym podejściem do procesu nauki, która uzupełni możliwe luki. Być może stanie się ona pomostem do wejścia na drogę ustawicznego kształcenia.

Czytaj więcej20 listopada 2015 10:00 - Dodane przez redaktor

Akademia Leona Koźmińskiego rozpoczęła nabór na pierwszą w Polsce edycję szkolenia dla fleet managerów i osób zajmujących się flotą „Professional Certificate Level in Professional Car Fleet and Mobility Management”. Szkolenie rusza w sobotę, 28 listopada br.

 

W ostatni weekend listopada rozpoczną się pierwsze w Polsce profesjonalne, dwuetapowe szkolenia w zakresie zarządzania flotą i mobilnością przedsiębiorstw. Certyfikat (po zdaniu egzaminów końcowych), jakim posługiwać się będą słuchacze, ma ogromną szansę, aby stać się prestiżowym świadectwem nabycia odpowiednich kwalifikacji zawodowych niezbędnych do zarządzania znaczącą częścią każdego przedsiębiorstwa.

Dwuetapowość (Professional i Advanced) szkoleń, nazwiska wykładowców oraz prestiż i pozycja Akademii Leona Koźmińskiego gwarantują wszystkim uczestnikom pełny dostęp do niezbędnej wiedzy teoretycznej i praktycznej. W starannie wybranych modułach poruszone zostaną wszystkie kluczowe zagadnienia i procesy związane z zarządzaniem flotą i mobilnością pracowników. Niezależnie czy firma posiada własny park samochodowy czy też użytkuje auta na zasadach wynajmu długoterminowego, krok po kroku uczestnicy zagłębiać będą tajniki wiedzy zarówno na poziomie taktycznym, czyli dnia codziennego, jak i strategicznym – polityki długofalowej. Takie zagadnienia, jak: strategia flotowa, TCO (Total Cost of Ownership), SLA (Service Level Agreement), procesy zakupowe, prawo i podatki we flocie, analiza umów leasingowych i CFM, planowanie i kontrola, zarządzanie ryzykiem, procesami i procedurami, remarketing, finanse i ubezpieczenia, systemy i narzędzia to tylko niektóre tematy z obszaru zarządzania flotą. Równocześnie kurs zapewni nabycie tzw. umiejętności miękkich począwszy m.in. od aspektów zarządzania zespołem, czasem, konfliktem czy efektywnością, na strategii komunikacji i metod zarządzania projektami skończywszy.

Formularz zgłoszeniowy znajduje się na stronie Akademii Leona Koźmińskiego.

Czytaj więcej12 listopada 2015 15:09 - Dodane przez redaktor

Ważną potrzebą współczesnego świata są innowacyjne rozwiązania i inicjatywy społeczne. Aby przedstawić ich potencjał i możliwe drogi rozwoju, Akademia Leona Koźmińskiego we współpracy z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Instytutem Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur zorganizuje w swojej siedzibie ogólnopolską konferencję naukową pt. „Wdrażanie innowacji społecznych w Polsce”, która odbędzie się 29 października br.

 

Stymulacja rozwoju innowacji społecznych to ważne zagadnienie dla wypracowania dobrobytu Polski i jej obywateli, dlatego temat ten powinien zyskać w społeczeństwie stosowny rozgłos. Celem spotkania w Akademii Leona Koźmińskiego jest właśnie próba oceny dotychczasowego stanu innowacyjności w Polsce, wskazanie dobrych praktyk w tym zakresie oraz możliwych dróg wdrażania tej szczytnej idei w życie.

Integralną częścią spotkania będzie dyskusja w sześciu grupach problemowych, związanych z różnymi obszarami występowania innowacji społecznych: wdrażania produktów systemowych, aktywności samorządów, miejsca pracy, mikroprzedsiębiorstw, narzędzi aktywizacji ludności wiejskiej czy konsumpcji. Rozmowy prowadzone będą przez ekspertów i doświadczonych moderatorów. Formę konferencji skonstruowano tak, aby umożliwić wymianę opinii i doświadczeń oraz wspierać pogłębianie wiedzy na temat organizacji i współpracy różnych interesariuszy w procesach innowacji społecznych.

Konferencja została objęta honorowym patronatem Wicepremiera i Ministra Gospodarki – Janusza Piechocińskiego, Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego – prof. Leny Kolarskiej-Bobińskiej oraz Podsekretarza Stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju – Tadeusza Orłowskiego.

Udział w konferencji jest bezpłatny, ale wymaga rejestracji.

http://www.kozminski.edu.pl/wdrazanieinnowacji/

Czytaj więcej29 października 2015 10:43 - Dodane przez redaktor

Zmiany są motorem rozwoju. W myśl słów Sokratesa „Wiem, że nic nie wiem” – im większą posiadamy wiedzę, tym bardziej jej łakniemy. Owemu samodoskonaleniu zawsze towarzyszy zmiana. A jednak „Nie lubimy ich, obawiamy się, ale nie możemy ich powstrzymać. Albo dostosujemy się do zmian, albo zostaniemy w tyle” – słyszymy w znanym serialu „Grey`s Anatomy”. Warto się z nimi oswoić, bo są one nieodłącznym elementem osiągania każdego celu w życiu.

 

Chociaż czasem sobie tego nie uświadamiamy, zmiany towarzyszą człowiekowi właściwie każdego dnia. Mogą dotyczyć: zawarcia ślubu, urodzenia dziecka, przeprowadzki do nowego mieszkania, awansu w pracy i wielu innych spraw na polu prywatnym i zawodowym. Nie godząc się na nie, nie możemy iść naprzód – zatrzymujemy się w tzw. martwym punkcie i nie dajemy sobie szansy na osiągnięcie sukcesu. Mamy wobec nich pewne obawy, czasem nawet pozwalamy, aby ten strach nas sparaliżował, gdyż wewnętrznie dążymy do zachowania status quo, które jest dla nas miarą bezpieczeństwa, choćby było ono iluzoryczne. Jednak tylko otwierając się na to, co nowe i „inne”, możemy odnieść sukces i spełnienie – okazuje się to zazwyczaj najlepszą decyzją w naszym życiu. Zmiany powinny być świadome, wynikać z inspiracji, a nie desperacji, wówczas będziemy w stanie nad nimi zapanować. Warto samemu zrobić ku nim krok, zanim jeszcze nas zaskoczą.

Odpowiednie przygotowanie

Na początku trzeba przygotować odpowiednio grunt do zmiany, określając dokładnie cel i jego sedno, czyli co dokładnie chcemy osiągnąć i po co tak naprawdę do tego dążymy. To pomoże określić i utrzymać motywację, która nas popycha do jego urzeczywistnienia. – Niektórzy określają cel jako marzenie z terminem i miejscem realizacji, czyli coś bardziej skonkretyzowanego, szczegółowego, mierzalnego, ambitnego, realnego niż samo pragnienie – tłumaczy Lidia D. Czarkowska z Akademii Leona Koźmińskiego. Aby realizacja powziętego zamierzenia była skuteczna, potrzebny jest plan działania. – Bardzo często nawet jeśli rozumiemy, czego nam potrzeba, nie wiemy, jak to osiągnąć. Wówczas warto przygotować szczegółową mapę zmiany – dodaje. Przy planowaniu zmian warto pamiętać przede wszystkim o jednej zasadzie, że im dalej w czasie – tym bardziej tworzymy założenia ramowe, a im bliżej – tym bardziej szczegółowe . Jednak samo określenie harmonogramu postępowania może okazać się niewystarczające, jeśli nie dysponujemy określonymi zasobami. – Jeśli wyruszam w podróż, to potrzebuję plecaka, do którego spakuję wszystkie rzeczy, które pozwolą mi dotrzeć do miejsca przeznaczenia. Podobnie jest z realizacją zmiany, nie obejdzie się bez doprecyzowania repertuaru środków materialnych: pieniędzy, przydatnych narzędzi czy technologii oraz niematerialnych: wiedzy, umiejętności bądź relacji społecznych – kwituje ekspertka. Kolejnym niezbędnym elementem na drodze do celu jest motywacja. Może ona wynikać z inspiracji – kiedy świadomie i z własnej woli zmierzamy ku nowemu, lub z desperacji – kiedy zmiana nas dopada, a nie jesteśmy na nią przygotowani. To właśnie motywacja uruchamia nas do działania. Jest równie potrzebna, co paliwo w silniku. Marz odważnie i mierz wysoko. A nawet jeśli nie osiągniesz tego, co chciałeś, i tak zyskasz więcej, niż gdybyś stawiał sobie tylko niewielkie wyzwania – podpowiada specjalistka z Akademii Leona Koźmińskiego.

Oswoić lęk

Na drodze do osiągnięcia celu trzeba pokonać również wewnętrzny opór przed zmianą oraz zewnętrzne bariery i ograniczenia czy też nieprzewidziane okoliczności. Na początku kluczowe dla skutecznego podjęcia działań jest obniżanie poziomu lęku i niepokoju, tak aby móc ograniczyć zachowania obronne. – Odwracanie się od własnego strachu powoduje, że paradoksalnie zaczyna on rosnąć w siłę, paraliżując nas. Dlatego trzeba go nie tylko zaakceptować, lecz także oswoić – tłumaczy Lidia D. Czarkowska z Akademii Leona Koźmińskiego. – Wyróżniamy 4 podstawowe rodzaje lęków w sytuacji zmiany: przed marzeniami, wyjściem z systemu, konfliktem oraz porażką – dodaje.

Strach przed zmianą wiąże się ponadto z przynajmniej czterema ważnymi z punktu widzenia naszego mózgu limbicznego potrzebami. Należy do nich przynależność, sprawiedliwość (poczucie bycia traktowanym fair), autonomia w grupie oraz przewidywalność. W głowie tworzymy sobie wyobrażenia o tym, jak powinna wyglądać dana sytuacja, mamy wobec niej konkretne oczekiwania. Jeśli później rozmijają się one z rzeczywistością, to czujemy się niepewnie. Nasze poczucie bezpieczeństwa osadza się bowiem zazwyczaj w czymś znanym. Dotyczy to zarówno spraw błahych, np. po ślubie jedziemy na pierwsze Boże Narodzenie do teściowej na wieczerzę, a tam okazuje się, że zamiast barszczu serwowana jest zupa grzybowa. Jak to grzybowa??? Przecież zawsze był barszcz! Co to za Święta bez barszczu?!? Albo poważniejszych kwestii, np. założyliśmy firmę, a tu nieoczekiwanie zmieniają się przepisy prawne dotyczące podatków. Tego typu sytuacje powodują, że grunt osuwa nam się spod nóg, gdyż zaczynamy odczuwać strach przed tym, co nowe, bo większość ludzi nosi w sobie nieracjonalne założenie: oczekujemy, że w przyszłości będzie tak, jak było do tej pory, a przecież jedyne, co pewne, to zmiana – obrazowo przedstawia Lidia D. Czarkowska z Akademii Leona Koźmińskiego. Rozkładając zmianę na czynniki pierwsze, znacznie łatwiej jest nam przez nią przejść i zarządzać nią w czasie.

Zmiana jest jak podróż od tego, czego nie chcesz, do tego, co chcesz osiągnąć. Aby zrealizować cel, potrzebny jest plan działania, zasoby i motywacja. Jeśli na tej drodze pokonamy wewnętrzny opór, zewnętrzne bariery i ograniczenia oraz nieprzewidziane okoliczności, to osiągniemy sukces.

 

***

dr Lidia D. Czarkowska – Dyrektor Centrum Coachingu w Akademii Leona Koźmińskiego, kierownik studiów podyplomowych „Coaching profesjonalny” oraz „Mentoring”. Posiada szeroką, popartą długoletnią praktyką wiedzę z zakresu psychologii biznesu, socjologii, zarządzania, komunikacji organizacyjnej, motywacji, budowania zespołów, rozwiązywania konfliktów oraz rozwoju potencjału człowieka. Z wykształcenia psycholog, socjolog i pedagog. Z zamiłowania taterniczka, trener i coach. Od wielu lat współpracuje z firmami doradczymi i szkoleniowymi, prowadząc warsztaty oraz coachingi indywidualne i zespołowe.

Czytaj więcej20 października 2015 10:51 - Dodane przez redaktor

Chcesz zostać doradcą finansowym? Nie musisz kończyć żadnych specjalistycznych szkół, posiadać wiedzy finansowej, zdobywać certyfikatów czy mieć doświadczenia, chęć do działania i „smykałka” do sprzedaży spokojnie wystarczą – wynika z wielu ofert o pracę w tym zawodzie. Ale zaraz, zaraz… Jak masz fachowo i rzetelnie doradzać innym, skoro zupełnie się na tym nie znasz? Równie dobrze mógłbyś zatrudnić się jako pilot, mimo że nigdy nie siedziałeś za sterem. Odpowiadasz za bezpieczeństwo finansowe osób, które zabierasz na swój podkład. Zatem bez kompetencji ani rusz.

 

Doradca finansowy jest bardzo popularnym, ale jeszcze stosunkowo młodym zawodem w Polsce, do którego właściwie nie ma żadnych formalnych barier wejścia. Na pierwszy rzut oka widać podobieństwo w nazwie do określenia doradca inwestycyjny, który jest z kolei fachem licencjonowanym na podstawie egzaminu m.in. z prawa, teorii finansów czy zagadnień inwestycyjnych. O ile nie mamy wątpliwości co do kompetencji drugiego, o tyle jakość świadczonych usług w przypadku pierwszego może być skrajnie różna. Nie brakuje wybitnych doradców finansowych, ale i hochsztaplerów, którzy nie dbają o swój rozwój finansowy, sprzedając nieco bezmyślnie założone w planie produkty bez uwzględniania potrzeb klienta. Dlatego, aby być specjalistą z prawdziwego zdarzenia trzeba budzić zaufanie, które buduje się z kolei w oparciu o fachową wiedzę. To podstawa świadczenia rzetelnie usługi w zgodzie z własnym sumieniem.

Finanse to nie czarna magia

Uczestnikami rynku kapitałowego (będącego elementem rynku finansowego) są inwestorzy i kapitałobiorcy. Zaliczyć do nich należy również takie instytucje jak: banki, towarzystwa ubezpieczeniowe, domy maklerskie, fundusze emerytalne czy inwestycyjne, które niejako pośredniczą pomiędzy tymi dwoma głównymi podmiotami. Takie placówki zatrudniają analityków finansowych rynków i papierów wartościowych, biorących udział w procesie alokowania środków oraz doradców finansowych klienta indywidualnego, zajmujących się jego obsługą. Jedną z tych dwóch dróg może podążać nasza kariera. O ile pierwsza z profesji ma wysokie bariery wejścia do zawodu, gdyż zazwyczaj trzeba tu wykazać się gruntowną wiedzą i zdobytymi certyfikatami (np. licencją maklera giełdowego czy dyplomem doradcy inwestycyjnego), o tyle spełniać się w drugiej (z mniejszym lub lepszym skutkiem) w zasadzie może każdy – korporacje zatrudniają często młodych ludzi, bez wielkiej wiedzy, ale z potencjałem sprzedażowym. Brak regulacji w tym zakresie powoduje, że na rynku oprócz znakomitych profesjonalnych doradców, którzy zawsze zaczynają rozmowę z klientem od diagnozy jego potrzeb i na tej podstawie dopasowują odpowiedni produkt finansowy, są również osoby zupełnie nieznające się na swoim fachu, a co za tym idzie sprzedające z góry założony instrument w oderwaniu od profilu inwestora.

Dobry specjalista na wagę złota

Doradca finansowy klienta indywidualnego to w pewnym sensie zawód zaufania publicznego. Na rynku nie brakuje jednak firm działających pod szyldem doradztwa finansowego, a w rzeczywistości budujących sieć sprzedaży bezpośredniej konkretnych produktów bankowych i ubezpieczeniowych. W tego typu placówkach może znaleźć zatrudnienie właściwie każdy, kto ma zapał do pracy i tzw. „gadane”, bez względu na wykształcenie czy doświadczenie. Na pierwszym planie jest tu zazwyczaj wykonanie planu sprzedażowego, co wiąże się bezpośrednio z uzyskaniem prowizji, która jest często jedyną podstawą wynagrodzenia. Współpraca z takim sprzedawcą, który często do perfekcji opanował granie na ludzkich emocjach, w połączeniu z nieznajomością praw rządzących światem finansów zazwyczaj dużo kosztuje zwykłego człowieka (ostrzega przed tym również Komisja Nadzoru Finansowego[i]). Jak zatem zostać dobrym, rzetelnym oraz niezależnym doradcą finansowym a nie tylko akwizytorem naciągającym ludzi? Przecież świadomość finansowa Polaków będzie rosła i wkrótce stosowane sztuczki przestaną działać. Otóż oprócz wysokich zdolności interpersonalnych potrzebna jest jeszcze szeroka wiedza merytoryczna, bez której niemożliwe jest świadome i właściwe ocenienie relacji pomiędzy ryzykiem a stopą zwrotu proponowanych klientowi instrumentów.

Prawdziwy, wyedukowany specjalista w zakresie doradztwa finansowego powinien przede wszystkim wiedzieć, o czym mówi, stale podwyższać swoje kwalifikacje z zakresu  tematyki, którą zajmuje się na co dzień. – Rozmowa sprzedażowa polega na tym, że dyskutujemy z klientem o naszych poglądach na temat finansów. Aby zdobyć jego zaufanie, stać się w jego oczach ekspertem w branży, musimy posiadać całkiem pokaźny zasób wiedzy finansowej (im więcej, tym lepiej). Prywatny człowiek składa bowiem swoje marzenia i nadzieje w ręce doradcy, dlatego wiarygodność to podstawa w tym zawodzie. Dopiero osiągając ten punkt, można przejść do proponowania konkretnych instrumentów. Dlatego należy podkreślić, że umiejętności miękkie to nie wszystko, już w drugim kontakcie tracą one na rzecz kompetencji twardych – tłumaczy dr Paweł Mielcarz, wykładowca na studiach podyplomowych „Analityk finansowy rynków i papierów wartościowych” oraz  „Doradca finansowy klienta indywidualnego” w Akademii Leona Koźmińskiego. Wchodząc na te ścieżkę kariery, warto postawić się w roli drugiego człowieka, z którym rozmawiamy. Wówczas zrozumiemy, jak ważne są kompetencje. Dzięki dobrej znajomości fachu nie narazimy klienta na ponadprzeciętne ryzyko, bo będziemy doskonale wyczuwali i rozumieli potencjalne zagrożenie.

Dalsza specjalizacja

Z kolei druga, znacznie węższa grupa specjalistów od finansów, to analitycy rynków i papierów wartościowych, których praca, w przeciwieństwie do doradców, rzadko wiąże się z bezpośrednim kontaktem z inwestorem. Dlatego jak już pokona się bariery wejścia do zawodu, można znacznie łatwiej osiągnąć sukces niż w doradztwie, nie trzeba bowiem budować bazy lojalnych klientów czy rozwiązywać ich problemów. – Analityk musi posiadać wiedzę specjalistyczną, czyli przede wszystkim wiedzieć, jak zbudować portfel inwestycyjny, który będzie miał określone parametry ryzyka oraz oczekiwane stopy zwrotu czy doskonale radzić sobie ze skomplikowanymi algorytmami oraz posługiwać się różnymi narzędziami wyceny – tłumaczy specjalista z Akademii Leona Koźmińskiego.

Zwiększ swoje IQ finansowe

Wiedzę na temat rynku finansowego możemy czerpać z książek, gazet czy wypowiedzi specjalistów z branży. Ta wiedza jest wokół nas. Dlatego mogłoby się wydawać, że właściwie wystarczy trochę czasu i chęci, aby ją posiąść. Jednak w obecnych czasach funkcjonujemy w natłoku informacji (potrzebnych i zbędnych), a więc konieczna okazuje się ich skuteczna selekcja. – Zagadnienia teoretyczne z zakresu finansów każdy inteligentny człowiek może zdobyć sam. Tylko nasuwają się przynajmniej dwa podstawowe pytania: ile czasu mu to zajmie oraz czy znajdzie rzeczy ważne. Dlatego warto pomyśleć o specjalistycznych studiach, które ukierunkują nas wyłącznie na istotę rzeczy – tłumaczy Paweł Mielcarz. – Uzyskanie tej praktycznej i przydatnej wiedzy może być również ważnym krokiem w przygotowaniu do egzaminów na certyfikaty w przypadku analityka, świadczenia doradztwa najwyższej jakości – w odniesieniu do doradcy bądź skutecznego inwestowania własnymi pieniędzmi – co dotyczy już każdego człowieka – dopowiada specjalista z Akademii Leona Koźmińskiego.

W trosce o swoje dobro każdy człowiek powinien postarać się zrozumieć mechanizmy, które leżą u podstaw ekonomii i rynku kapitałowego. Wówczas powszechna świadomość społeczna nie musiałaby uczyć się na błędach, czego doskonałymi przykładami mogą być słynna afera Amber Gold czy problemy kredytobiorców walutowych we frankach szwajcarskich. Ta świadomość rośnie a wraz z nią zaczynamy bliżej przyglądać się grupie doradców finansowych, którzy mają się zająć naszym kapitałem.

***

Paweł Mielcarz – pracownik naukowo-dydaktyczny Katedry Finansów Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. Pełni m.in. funkcję Dyrektora Merytorycznego studiów MBA dla Finansistów oraz podyplomowych studiów finansowych ALK. Brał udział w kilkudziesięciu projektach doradczych w zakresie wyceny i finansów przedsiębiorstw. Opracowywał również ekspertyzy w procesie postępowań sądowych oraz arbitrażowych. W pracy naukowej zajmuje się głównie problematyką zarządzania wartością przedsiębiorstw, wyceną firm, projektów oraz opcji realnych. Jest autorem lub współautorem kilkudziesięciu artykułów oraz referatów naukowych.

Czytaj więcej3 września 2015 13:48 - Dodane przez redaktor

Nowoczesny biznes to żywy organizm. Wciąż ewoluuje, dostosowując się do zmian zachodzących w dzisiejszym świecie. Przekształcenia te dotyczą w zasadzie każdego aspektu działalności współczesnej firmy, również, a może nawet przede wszystkim, zarządzania zasobami ludzkimi. W ostatnich latach funkcje i zadania działów HR w wielu istniejących w Polsce przedsiębiorstwach przechodzą znaczącą transformację – z często niedocenianych komórek o charakterze czysto operacyjnym stały się równorzędnymi partnerami dla zarządów.

Stabilne źródła finansowania inwestycji czy łatwy dostęp do nowoczesnych technologii coraz rzadziej gwarantują firmom zdobycie lub utrzymanie pozycji lidera w danej dziedzinie. Na znaczeniu zyskują więc inne czynniki mogące mieć wpływ na budowanie stabilnego miejsca przedsiębiorstwa na globalnym rynku. Jednym z najważniejszych jest kapitał ludzki, który okazuje się być dzisiaj podstawowym elementem tworzenia trwałej przewagi konkurencyjnej. Z tego powodu kluczowe jest, aby nowoczesne działy zarządzania zasobami ludzkimi i pracujący w nich specjaliści dobrze rozumieli biznes oraz potrafili skutecznie odpowiadać na jego potrzeby.

Nie tylko kadry i płace

Na przestrzeni kilku ostatnich lat zaobserwować można było nie tylko ewolucję zadań, którymi zajmują się komórki Human Resources w polskich firmach, lecz także znaczny wzrost ich pozycji. Do ich głównych obowiązków nie należy już głównie rekrutacja nowych pracowników, naliczanie wynagrodzeń czy administrowanie urlopami. Zarządy przedsiębiorstw, jak i sami specjaliści zajmujący się ZZL zaczynają rozumieć, że HR powinien stanowić realne wsparcie dla biznesu, dlatego projektują swoje działania tak, aby dodać mu wartości. – Oczywiście są firmy, gdzie od lat nic się nie zmienia i działy HR wciąż są w nich traktowane na zasadzie „wszyscy mają, mam i ja”, czyli tak naprawdę mało kto się z nimi liczy. Na szczęście tego typu przypadków jest coraz mniej – mówi Karina Popieluch, koordynator merytoryczny studiów podyplomowych HR Business Partner i wykładowca Akademii Leona Koźmińskiego, twórczyni KaiZen HR, firmy świadczącej kompleksowe usługi w zakresie nowoczesnego zarządzania zasobami ludzkimi.

Jedną z przyczyn takiej sytuacji jest to, że w przeszłości HR często nie potrafił uzasadnić swoich działań biznesowi, czyli, mówiąc wprost, policzyć zysków płynących z własnej działalności. – Tam, gdzie się tego nauczył i znalazł sposób na efektywne wzmocnienie organizacji w obszarze „tu i teraz”, czyli np. zwiększania efektywności czy rozwijania kompetencji pracowników, jego pozycja znacznie wzrosła – dodaje ekspertka. W efekcie takiego podejścia osoby zajmujące się zarządzaniem zasobami ludzkimi coraz częściej zyskują miano partnera, a w skutek tego wchodzą do zarządów lub zaczynają raportować bezpośrednio prezesowi zarządu. Dostają w ten sposób realną możliwość kreacji strategii przedsiębiorstwa, a dostępnych im narzędzi i budżetów używają, aby wzmocnić realizację celów biznesowych spółki.

Doświadczenie w biznesie

Jak wskazuje już sama nazwa, HRM (human resources management) jest subdziedziną zarządzania i dokładnie taką funkcję powinny pełnić w nowoczesnych organizacjach działy HR. Z tego powodu potrzebują one osób o wysokich kompetencjach w zakresie systemowego kierowania zasobem firmy, jakim są pracownicy. Do właściwego pełnienia wyznaczonej roli, praktykom zajmującym się zarządzaniem zasobami ludzkimi, przydają się dobrze rozwinięte umiejętności miękkie, jak zdolność łatwego nawiązywania i podtrzymywania kontaktu z pracownikami czy znajomość psychologii zachowań. W obecnym modelu ZZL coraz bardziej liczą się jednak kompetencje twarde. – Aby być poważnym partnerem dla zarządu czy menedżerów wyższego szczebla, specjaliści zajmujący się HR po prostu muszą w pełni rozumieć procesy biznesowe. Dlatego często pracownikami tych departamentów zostają osoby pochodzące z biznesu i mówiąc brutalnie – zajmujące się wcześniej zarabianiem pieniędzy dla firmy – tłumaczy Karina Popieluch.

Jeśli nie jest to możliwe, osoby odpowiadające za kształtowanie polityki personalnej przedsiębiorstwa mogą nabyć niezbędne im doświadczenie biznesowe np. poprzez tzw. job-shadowing. To swoisty rodzaj praktyki zawodowej, polegający na pracy z menedżerami działów operacyjnych przedsiębiorstwa. Pozwala on poznać codzienne procesy i mechanizmy prowadzenia interesów w branży czy sektorach, w których funkcjonuje dana firma. – To niezwykle ważne, bo nie można efektywnie wspierać czegoś, czego do końca się nie rozumie. Współcześnie HR przestaje być wyłącznie teorią i misją, a zaczyna w końcu być twardym narzędziem – dodaje wykładowca ALK.

Znaleźć wspólny język

Zrozumienie procesów biznesowych przez osoby odpowiedzialne za HR jest niezwykle ważne również z tego powodu, że pozwala im nauczyć się specyficznego języka interesów. Zdaniem Kariny Popieluch, lwia część problemów we współpracy działów ZZL z menedżerami poszczególnych departamentów wynika z tego, że jeszcze do niedawna posługiwali się oni różnymi językami. – Biznes mówił liczbami, procentami, wartościami i takich oczekiwał odpowiedzi, podczas gdy HR miał tendencję do posługiwania się językiem wartości, kultury, wizji czy zaangażowania – wyjaśnia. W ostatnich latach sporo się w tej materii zmieniło. Nowe podejście do tematyki efektywnego zarządzania ludźmi z jednej strony wymusiły zmiany na globalnym rynku, a z drugiej wzmocniły między innymi wspomniane rekrutowanie pracowników z działów biznesowych czy odpowiednie szkolenia dla osób bez takiego doświadczenia.

W efekcie w nowoczesnych firmach działy biznesowe i HR nie tylko coraz lepiej się rozumieją, lecz także używają wspólnego, biznesowego języka. Współczesny HR-owiec bez wahania  potrafi wyliczyć stopę zwrotu z inwestycji w kadry. Doskonale wie, jak program wzrostu zaangażowania pracowników, nad którym pracował od dłuższego czasu, przekłada się na produktywność, a ta na konkretne kwoty, które zarabia firma. Świadomie korzysta z controllingu personalnego, wspiera menedżerów działów biznesowych w motywowaniu i rozwijaniu ich podwładnych, szacuje i na bieżąco przelicza koszty fluktuacji pracowników oraz odpowiednio wcześnie projektuje rozwiązania minimalizujące ryzyko ich utraty. W sposób świadomy i planowy zarządza rozwojem kapitału ludzkiego, a przez to ma realny wpływ na zyski firmy, i co ważne, potrafi to udokumentować. – Współczesny specjalista zajmujący się HR powinien wiedzieć, jak wskaźniki statystyczne i operacyjne przełożyć na skuteczne akcje wewnątrz organizacji, które zabezpieczą ją przed stratami. Jednocześnie musi rozumieć ludzi, ale też podchodzić twardo do biznesu. Oznacza to, że chociaż dba o dobro pracowników, nie powinien przedkładać go nad interesy organizacji. Człowiek o takich cechach i umiejętnościach może stać się realnym partnerem dla biznesu – podsumowuje ekspertka z Akademii Leona Koźmińskiego.

Rola efektywnego zarządzania zasobami ludzkimi w funkcjonujących w naszym kraju firmach wciąż rośnie. HR coraz bardziej się profesjonalizuje, odchodząc od aktywności projektowych, jak jednorazowe programy czy realizowane ad hoc szkolenia dla pracowników, w stronę systemowych rozwiązań biznesowych. W przedsiębiorstwach rośnie więc zapotrzebowanie na profesjonalnych specjalistów z tej branży. Nowoczesny HR-owiec dzięki swoim cechom jest równorzędnym partnerem dla menedżerów działów biznesowych, a doświadczenie i umiejętności zdobyte m.in. na studiach MBA pozwalają mu doradzać zarządom największych spółek.

 

Karina Popieluch – wykładowca i koordynator merytoryczny studiów podyplomowych HR Business Partner w Akademii Leona Koźmińskiego, konsultant KaiZenHR.pl, trener biznesu, coach, asesor. Jest członkiem Executive Education Advisory Board Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. Blisko 15-letnie doświadczenie zawodowe na stanowiskach menedżerskich w obszarze zarządzania produkcją oraz sprzedażą w sektorze B2B  zdobywała współpracując głównie z klientami z branży FMCG, IT oraz finansów.

Czytaj więcej2 czerwca 2015 13:11 - Dodane przez redaktor